4/28/2014

Magnesy na lodówkę - DIY.

Magnesy na lodówkę - DIY.
Bardzo podobają mi się tabliczki z napisami IB Laursen'a. Teksty na nich są rewelacyjne. Niestety brakuje mi ścian, bo chciałabym mieć wszystkie, a dokładniej: nie umiem się zdecydować na jedną. Problem rozwiązuje się sam, tabliczki występują również w wersji mini jako magnesy na lodówkę.





Zanim zdążyłam jakikolwiek zamówić, zrobiłam swoje magnesy z różnymi napisami, ale w wersji polskiej. Nie wykluczam zakupu oryginalnej tabliczki, ponieważ bardzo podoba mi się ich prostota, ale póki co lodówkę zdobią poniższe papierowe "tabliczki".





Jak zrobić takie magnesy? Szybko. 

1.Wydrukować napis. 
2. Wyciąć go i przykleić na kawałek ozdobnego papieru, najlepiej przy użyciu kosteczek 3d. Jeżeli nie ma się kosteczek, można stworzyć dystans podklejając papier tekturą. Na zdjęciu poniżej widać kosteczki.


3. Dodać jakiś element: tekturkę, guzik, wstążkę, brokat. Ja zawsze tuszuję brzegi papieru, od razu lepiej wyglądają. 
4. Podkleić magnesem.
5. Cieszyć się swoim dziełem na lodówce.

Uciekam na Grę o tron - ciekawe kto dzisiaj zginie.

Dobranoc,
A.

4/26/2014

Leniwy post.

Leniwy post.
Dziś post leniwy... Dokładnie taki jak mój przedłużony weekend. Wpasowując się w temat nie będę pisała zbyt wiele. 


Nadal leniwię się na kanapie, otulona kocem, z szalikiem na szyi. 


Blog częściowo poprawiony, cieszę się z tych zmian oraz z tego, że przyjęłyście je z takim entuzjazmem :) Namęczyłam się trochę, ale było warto. Mam jeszcze kilka pomysłów, które prawdopodobnie do jutra wprowadzę.


Wiecie co najbardziej cieszy mnie w wolnym? Ten moment rano, kiedy mieszkanie jest względnie ogarnięte, słońce silnie świeci w okno, ja jestem po śniadaniu i mam czas żeby usiąść przy stole, wypić kawę i przeczytać fragment książki lub gazety. 


Na zdjęcie załapały się szafirki z ogródka mojej Mamy. Uwielbiam cięte kwiaty, choćby było ich tylko pięć i to takich małych, ale ożywiają stół i nadają wnętrzu przytulnego charakteru, takiego prawdziwie domowego. Nie wiem jak nazywają się te zielone listki, ale mają piękny, świeży kolor.


Kawę piję coraz rzadziej, bo nie lubię pić jej w pośpiechu. Za to obowiązkowo musi być zaparzona / rozpuszczona w ładnej filiżance. Kiedyś pokazywałam cudną filiżankę w kratkę. Jednak ładna to wszystko co można o niej powiedzieć, gdyż szkliwo w środku popękało już po kilku użyciach. 


Na koniec najważniejsza rzecz, o której chciałam napisać czyli ta przepiękna serwetka zrobiona z niezwykłą misternością na szydełku. Niestety nie przeze mnie, ja pozostaję (na razie) przy małym formacie podkładek pod kubki. Twórczyni tego cuda to właścicielka bloga AldisVigi, do którego odwiedzin zachęcam. Znajdziecie tam cuda wychodzące spod Jej zdolnych rąk - serwetki, chusty, zabawki dla dzieci... Zdradzę Wam tajemnicę jak weszłam w posiadanie serwetki... Autorka prywatnie jest moją kuzynką :)

Uciekam życząc Wam miłego weekendu, zmykam robić magnesy na lodówkę.

A.



PS: Dziękuję za dołączenie do obserwatorów bloga i za komentarze! Love it ;)






4/25/2014

Zmiany.

Zmiany.
Siedzenie w domu pod ciepłym kocem, wygrzewanie nóg w wełnianych skarpetkach i wypijanie hektolitrów herbaty ma swoje dobre strony. Uczę się HTML'a i obsługi najprostszych programów graficznych. Idzie coraz lepiej, choć nadal opornie. Blog do końca weekendu przejdzie jeszcze kilka zmian... Udało mi się usunąć ramki z postów, ale zmieniło się równocześnie formatowanie tekst. Wydaje się mało czytelny... Muszę jeszcze nad tym popracować.

Cieszę się za to z mojego nowego banera. Jak Wam się podoba? Co jeszcze zrobić, zmienić? Macie jakieś pomysły, propozycje? Chętnie przeczytam w komentarzach.

Na koniec, żeby nie było tak "surowo", kartka :)






Ściskam i uciekam spać,
Agafia


4/18/2014

Przeprowadzka, przygotowania do Świąt i mini DIY.

Przeprowadzka, przygotowania do Świąt i mini DIY.
Wielkanoc tuż, tuż, a mnie ostatni tydzień tak zmęczył, że popołudnia niestety nie obfitowały w przygotowania, projekty DIY, sprzątanie. Za to z największą możliwą skrupulatnością... ODPOCZYWAŁAM. Na szczęście i nieszczęście umiejętność odpoczywania wykształciłam w takim stopniu, że niestraszne mi nieumyte kubki czekające przy zlewie czy nawet nowy lokator w naszym mieszkaniu - kot ;). Oczywiście wszystko z umiarem, nieład również. Uwielbiam kiedy dookoła mnie jest czysto, pięknie i pachnąco, każda rzecz leży na swoim miejscu, blaty są czyste, bez zbędnej ilości kurzołapaczy, jednak bywają dni, że chęć wyciągnięcia nóg na kanapie, leżenia brzuchem do góry i "nicnierobienia" jest zwyczajnie silniejsza. Tak mam od poniedziałku, z przerwą na wczoraj i kontynuacją dziś. Chciałabym powiedzieć: ogarnij się! Ale nie mam siły. A wszystko przez to, że od poniedziałku się pakowaliśmy... Nie ja i M. - nie zmieniamy jeszcze mieszkania. Pakuję się ja i cały M, na który składa się jakieś 100 osób. Pakowaliśmy się, bo od dziś pracujemy pod innym adresem. Jak się okazuje... w pokoju z dwoma biurkami i kilkoma komodami można nagromadzić 3,5 palety segregatorów, zeszytów i prób kosmetyków. Małe laboratorium można pakować przez dwa dni w 10 osób... Ciekawe jak długo będziemy się rozpakowywać. Na szczęście pakowanie ma też plusy - wczoraj skończyłam pracę przed 14 - cały mój roboczy dobytek był zafoliowany, a mi zostało tylko biurko i kubek. Dzisiaj od 7 czekałyśmy na rzeczy, aby się rozpakować. Do 13 dojechały tylko komputery, ustawiłyśmy je na biurkach, co było najpoważniejszym zadaniem dzisiejszego dnia. Niestety zabrakło krzeseł, dlatego z radością (i przyzwoleniem szefa) rozpoczęłyśmy wcześniej weekend. Mimo zmęczenia stwierdzam, że przeprowadzki są wspaniałe. Wszyscy się więcej uśmiechają, atmosfera od razu robi się luźniejsza, a do tego dużo się dzieje.
No i właśnie dlatego... W poniedziałek ugotowałam ciecierzycę (0 5 rano - typowy przykład nicnierobienia), a z braku sił dopiero wczoraj się ruszyłam i przerobiłam ją na hummus (przepyszny!). Przygotowałam też ciasto kruche (czeka na wenę) i symbolicznie udekorowałam mieszkanie. Jak na pięć dni to dość marny wynik, osiągnięty w praktycznie jedno popołudnie. A oto efekty, żeby nie było, że tylko piszę.

Zaczęłam od wrzucenia wydmuszek do wody z barwnikiem spożywczym. Są różowe, nierówno pofarbowane i w sumie wyglądają lepiej niż myślałam, że będą wyglądać. Czekam jeszcze, aż gałązki się zazielenią, bo M. stwierdził, że na tych suchych badylkach to jajka wyglądają jak zapomniana dekoracja z zeszłego roku :)




Trzem jajkom poświęciłam więcej uwagi. Pomalowałam je w uwielbiane przeze mnie groszki.



Jak je zrobić? Jak osiągnąć taki ładny połysk? O tak:

1. Z jajka robimy wydmuszkę.
2. Nakłuwamy wydmuszkę na drewniany patyczek do szaszłyka, zabezpieczając od dołu gumką recepturką / sznurkiem, żeby jajko się nie zsunęło.
3. Malujemy jajko farbą w spray'u. Ja wybrałam biały połysk.
4. Kiedy wydmuszka wyschnie łapiemy lakiery do paznokci i wykałaczką malujemy kropki. Najlepiej zachować jakiś ład - ja malowałam groszki w kolumnach.







Na koniec Panna Rzeżucha. Zamieszkała w szklanej kuli, w której mieszkał dość kiczowaty, srebrny aniołek. Klej spod figurki poddał się w walce z acetonem i tak powstała mini szklarnia.





Korzystając z okazji chciałam Wam życzyć zdrowych, pogodnych i spędzonych w ciepłej atmosferze rodziny i przyjaciół Świąt. 

Agafia





4/14/2014

Green Smoothie

Green Smoothie
Jeżeli ktoś z Was odwiedził w sobotę moją stronę na facebook'u to zauważył, że w naszej kuchni pojawiły się kolejne roślinki. Coraz bardziej podoba mi się wiosna i chyba połknęłam ogrodniczego bakcyla. Mamy szczypiorek (dwie odmiany), oregano, pietruszkę, miętę (dwie odmiany), kolendrę, próbujemy wyhodować awokado, a teraz rośnie nam ... kasztanowiec. Na razie ma dwa listki, ale może za kilkanaście lat będziemy zbierać kasztany.

Szczypiorek rośnie jak szalony, dlatego musiałam go trochę skosić. Chwilę wcześniej przepołowiłam awokado, żeby wydobyć pestkę. To już drugie podejście do "awokadowego drzewka", pierwsza pestka rozpadła się nim wykiełkowała.


Wiecie jaki jest błąd na zdjęciu? Pestka jest do góry nogami. Na szczęście M. wykazał się bystrością.



A co było dalej? Szczypiorek i awokado potrzebowały towarzystwa, a ja koktajlu witaminowego.





Wszystko wrzucamy do blendera, miksujemy, doprawiamy zgodnie z własnymi kubkami smakowymi. Ja dodałam trochę soku z cytryny i lekko rozrzedziłam wodą mineralną. Przepyszne drugie śniadanie.






Koktajl może być właściwie z wszystkiego :) Najważniejsze, żeby było zdrowo.

Ściskam na ten tydzień! 

A.











4/09/2014

Na deszczową pogodę i chandrę.

Na deszczową pogodę i chandrę.
Dzisiaj znowu miało być zielono i wiosennie, szczególnie, że tak wygląda moje najbliższe otoczenie. Ale... będzie słodko! Wszystko dlatego, że za oknem szaro i buro. Nie żebym nie lubiła takiej pogody. 
Wczoraj zasuwałam do pracy w kaloszach i z parasolem pod pachą (przezorna i ubezpieczona) - przez miasto przeszła burza akurat kiedy siedziałam w pociągu. Dzisiaj wyposażona w ten sam zestaw złapałam deszcz! Hurra! Przynajmniej nie na darmo przywdziałam kawał czarnej gumy z kokardkami na nogi. A wiecie co jest najśmieszniejsze - mając kalosze na nogach omijam kałuże. Nie dlatego, że chcę... Jedynie z przyzwyczajenia. 

Co jest najlepsze na taką pogodę? Słodkie! 


A naj, naj, naj jest domowe rafaello. Inspiracja tradycyjnie z Moich Wypieków, dokładnie z tego KLIK przepisu.



Składniki:

2 tabliczki czekolady
125 ml kremówki
1/3 szklanki  płatków kukurydzianych
1 i 1/4 szklanki wiórków kokosowych
2 łyżki masła
3 łyżki mleka w proszku

wiórki i kakao (u mnie ciemne zmieszane ze słodkim) do obtoczenia


W przepisie oryginalnym jest jeszcze likier, ja pominęłam go z braku.

Do garnka wlać kremówkę, dodać masło i czekoladę połamaną  w kostki. Na małym ogniu lub małej mocy pola ;) rozpuścić ją nie zapominając o ciągłym mieszaniu. Dodać wiórki, płatki, mleko w proszku i dokładnie wymieszać, po czym włożyć do lodówki do stężenia masy.


Ze schłodzonej masy uformować kulki, a na koniec obtoczyć je w wiórkach, kakao lub w czymkolwiek na co ma się ochotę.


Kulki należy przechowywać w lodówce, ale... Nie wiem czy nie zdążycie ich zjeść nim do niej trafią.



Smacznego!

A.

podobne posty