8/11/2017

Co dzieje się w nocy w naszej sypialni?

Zanim zostaliśmy rodzicami postanowiliśmy, że JJ szybko wyfrunie z naszej sypialni do swojego pokoju. Kiedy miał trochę ponad miesiąc zażartowałam sobie, że M. będzie tym słabszym rodzicem i przez kilka lat będziemy spać z Bubu w pokoju. To naprawdę miał być żart. Tymczasem M. potraktował to jak wyzwanie - Że jak, że ja nie dam rady?? No i od tego dnia Kuba spał sam w pokoju, a chwilę później zaczął przesypiać całe noce. To był wspaniały moment, uwarunkowany pewnie częściowo Jego charakterem, ale wierzę również, że to zasługa naszej konsekwencji - po każdej nocnej pobudce i karmieniu odkładaliśmy go do łóżeczka. Wszystko zepsuło się dzień przed Chrzcinami, kiedy nasza kochana kuzynka (nie ma tu ironii), Doktor Ola, będąca rewelacyjnym pediatrą (polecam jeśli czyta mnie ktoś z Będzina lub okolic) zaproponowała nam żeby w nocy dokarmiać jeszcze naszego Bubufinka (mimo całego szacunku do rad Dr Oli do dziś żałuję, że posłuchałam). No i się zaczęło. Od następnego dnia po pierwszym nocnym karmieniu ( a było to w czwartym miesiącu życia) Kubulotek zaczął budzić się co noc. Najpierw raz, po jakimś czasie dwa razy. Szybko przyzwyczailiśmy się do dobrego, czyli do tych dwóch miesięcy przespanych nocy, dlatego to był dla nas horror. I właśnie ten horror zapoczątkował nocne dramaty rozgrywające się w naszej sypialni, a czasem wychodzące poza jej granice. 

Na szczęście dramaty po świcie przeradzają się w niezłą komedię, myślę, że i Wy się ubawicie. 
Występuje pewna powtarzalność tj. mamy jeden spokojny tydzień i jeden z dramatami. Najprawdopodobniej ma to związek z tym, że M. pracuje na dwie zmiany i mamy między sobą układ, że on wstaje do DżejDżeja, kiedy idzie na 12, a ja, kiedy pracę zaczyna o 6.

Tydzień, kiedy M. pracuje na 6:

M: Dziecko płacze.
A: To nie nasze.
M: To nasze. Kuba płacze, no idź do niego.
A: To nie Kuba. Kuba śpi między nami. 
M: No idź po niego.
A: Ale on tu śpi.
W tym momencie M. kapituluje, ja śpię dalej i rano niczego nie pamiętam.

Kolejny tydzień, kiedy M. pracuje na 6:

M: Kuba płacze, idź do niego.
A nie reaguje.
M: Kuba płacze, wstawaj.
A nadal nie reaguje, wstaje po kilku prośbach (błaganiach, jękach i kopach) i wychodzi z sypialni. Kuba nie przestaje płakać, Słychać, że A jest w kuchni. Po kilku minutach wraca do sypialni, stawia szklankę wody na szafce nocnej, wskakuje do łóżka, opatula się kołdrą i przytula się do M.
M: Co Ty robisz?
A: No przytulam się.

Podobnych sytuacji były dziesiątki, na szczęście to już przeszłość. I dobrze, bo moglibyśmy się rozwieść którejś nocy podczas kłótni, której i tak bym nie pamiętała.

Zapraszam Was na scenę główną naszych, już byłych, dramatów.



Kiedy się wprowadziliśmy ściana za łóżkiem miała kolor zachodzącego słońca Toskanii, czyli wściekłej pomarańczy. Cegła przy oknie była czerwono czarna, a ściana z galerią zdjęć miała kolor okleiny bukowej.

Malując ściany na biało polecieliśmy po całości zmieniając nie tylko kolor ścian, ale też cegły i ściany z okleiny będącej tyłem szafy. Nim się obejrzałam M. lekko pobielił nasze łóżko, wcześniej w kolorze surowego drewna. Przez długi czas w sypialni nie mieliśmy nic więcej. Potem doszła komoda, stara, paskudna, okleinowa. Przerobiliśmy ją po swojemu. Za chwilę zobaczycie jak. Po około roku dokupiliśmy stoliki nocne i dopasowaliśmy do komody. Sypialnia wyglądała mniej więcej tak:


Było jasno, nawet bardzo, bo okno zajmuje prawie całą ścianę. Niby ok, ale ciągle czegoś brakowało. Nie spieszyłam się ze zmianami, czekałam na właściwą inspirację. Aż tu któregoś dnia M. zakomunikował: malujemy ścianę na granatowo. I wiecie, że nie chciałam się zgodzić? Jednak stwierdziłam w końcu, że gdzieś muszę pójść na kompromis skoro M. zgadza się na wszystkie pozostałe moje pomysły. Następnego dnia kupiłam farbę (wybraną przez M.), a on od razu zabrał się za malowanie. Następnego dnia obudziłam się w nowej sypialni.




 To był strzał w dziesiątkę. Pomieszczenie nadal jest bardzo jasne, ale w końcu ma charakter. Na ten sam niebieski kolor pomalowałam zakupione kilka tygodni wcześniej ramki. Długo zastanawiałam się nad układem, w jakim mają wisieć. Ramki wyglądałyby pewnie lepiej, gdyby były trochę bliżej siebie. W te przerwy planuję wcisnąć jeszcze kilka innych, aktualnie rozlądam się za okrągłymi i małymi kwadratowymi.
Na tym zdjęciu możecie również zauważyć, że zmodyfikowaliśmy lustro. Ponieważ jest przyklejone do ściany postanowiliśmy nie ryzykować siedmioma latami nieszczęścia i nie próbowaliśmy go odkleić. Drażniło mnie trochę i postanowiliśmy zrobić to samo co w kuchni z czarną tablicą (widoczne w tym poście) - dodaliśmy listwę sufitową. W kuchni mamy styropianową, do sypialni kupiliśmy listwę z jakiegoś twardszego tworzywa sztucznego. Okropnie się ją docinało, ale wygląda lepiej.




Plakaty, które widzicie na zdjęciach to prezent od naszej przyjaciółki Ani - najlepszej na świecie architekt krajobrazu, która po godzinach jest rewelacyjną graficzką. Liczę na kolejne dwa plakaty - jeden dla Kuby i drugi dla Jego brata ;)



Na stoliku nocnym stoi lampa z kloszem, który sama zrobiłam <-- tutaj napisałam jak. Ozdobiony prostym sercem z koralików, które sami zrobicie w kilka minut.


Druga strona pokoju nadal świeci pustką. Gdybyśmy mieli projektor to miejsce nadawałoby się idealnie na ekran. Ale nie mamy. Posiadamy przestrzeń do zagospodarowania. Na razie stoi tu komoda, którą dostałam "w spadku" od babci. Nie jest wiekowa, ma raptem 10 lat, była w kolorze bukowej okleiny. Przemalowaliśmy ją na biało, a szuflady potraktowaliśmy okleiną. M. potrafi zrobić czary mary ze sznurka, dlatego stworzył (i nawet nauczył mnie) uchwyty do komody. Uściślając - do czterech szuflad komody, na piątą nie starczyło sznurka. Na szczęście już nie chodzę na fitness, więc nie używam tej szuflady. Gdzieś w głowie mam myśl, żeby wymienić jej nóżki na wyższe, może lekko zakrzywione. Mam też drugą myśl, że nie będzie stała tu już zbyt długo. Za chwilę obok niej pojawi się kołyska, komoda za mała na rzeczy nasze i Młodszego Brata, dlatego myślę o czymś większym, co stanie tu na lat kilkanaście. Co polecacie?








W planie mamy kolejne zmiany, o których na pewno napiszę przed narodzinami Młodszego Brata.

Jak Wam się podoba? 
Co zrobilibyście z pustą ścianą i przestrzenią naprzeciwko łóżka? 
No i czy jest jeszcze choć jedna matka, która w pewnym momencie przestała w nocy słyszeć płacz swojego dziecka? :)

Jeśli post Wam się podobał to zostawcie proszę kilka słów lub udostępnijcie go na facebooku, abym wiedziała, że nie piszę tylko dla siebie. Gdyby tak miało być pisałabym pamiętnik.

Uściski,
A.

5 komentarzy:

  1. Aguś, bardzo podoba mi się zarówno sypialnia jak i post. Ogromnie podoba mi się Twój nocny instynkt macierzyński <3 Buziaki i pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje najmłodsze ma prawie rok i nie zdarzyło się by przespało noc. Moje starsze nie przesypiały nocy do około roku. Nie wiem jak to zrobiliście ;)
    Czy ja Ci już gratulowałam>? Trochę jestem zaganiana i czasem chwile przy komputerze bywają trudne.
    Gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdarzyło mnie się tak mocno usnąć, że nie słyszałam płaczu dziecka. Usłyszał mąż i mi go przyniósł. Młody był bardzo cycowy i wisiał na piersi prawie non stop. Mi to nie przeszkadzało ale czasami po prostu byłam kompletnie niewyspana. To oczywiście się zmieniło po roku i stopniowo ssał coraz mniej ale mleczko z mamy spożywał 3 (przecudowne i niezapomniane) lata. Do dziś wspominamy sobie ten czas razem, a krowiego nie ruszy za nic :) Ogólnie sen mam taki, że jak tylko zakaszle to od razu to słyszę :) Nic nie zmąci czujności, żaden sen :) Z ciekawostek też dodam, że jak chciał pierś to budziłam się 10 minut wcześniej jak jeszcze słodko spał i wiedziałam, że zaraz zapragnie mleka :) Tylko początek był kosmosem. Teraz śpimy na dwa łózka haha bo młody chce do nas. Wnętrza piękne :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie to wszystko sobie wymyśliliście odnośnie sypialni. A wstawanie do dziecka to ciężka sztuka, śmiesznie czyta się to wszystko patrząc z boku ;) gorzej na pewno wygląda to w realu dla Was..
    Gratuluję nowego przyszłego członka rodziny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Haha, nadal uważam to za szaleństwo - wstawanie do dziecka w nocy :) przy moim poziomie lenistwa łóżkowego to nie do pomyślenia :) podziwiam. Maryśka już 9ty miesiąc śpi z nami, jak zgłodnieje to samoobsługa i śpi dalej. Nikt mnie nie zmusi do wstawania :)
    A sypialnia świetna, nabiera charakteru coraz bardziej :) co myślisz o jakiejś fajnej fototapecie na przeciw łóżka? Z jakiegoś ulubionego miejsca gdzie byliście, jak nie na całą czy pół ściany to w formie obrazu/okna z okiennicami nawet w granacie.. mój to by odrazu tam telewizor pisiont cali powiesił ;) albo lustro, nawet dwa takie wąskie jak to co już macie ale np poziomo, albo od podłogi do jakiejś wysokości - tak dla zrównoważenia tego co jest :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję! Każde Wasze słowo bardzo mnie cieszy i jest ogromną motywacją do dalszego pisania.

podobne posty