10/19/2017

Metamorfoza podłogi - jak szybko i tanio przemalować podłogę.

Metamorfoza podłogi - jak szybko i tanio przemalować podłogę.
Każdy kto mnie zna lub czyta mojego bloga zauważył, że lubię jasne wnętrza, w których przeważają biel i szarość. Gdybym urządzała mieszkanie od zera prawdopodobnie błagałabym M. o położenie białych podłóg. To moje marzenie. Niestety mieszkania nie urządzamy, a skuwanie płytek położonych trzy lata temu byłoby fanaberią. Co innego metamorfozy!

white interior

sypialnia marzeń

Widzieliście już jak przemalowaliśmy meble w kuchni, metamorfozie poddaliśmy również kilka innych rzeczy. Kiedy odkryłam, że istnieją farby do podłogi zamarzyłam żeby przemalować deski w sypialni. Mamy tam cienkie drewniane panele, których lata świetności już minęły, a ze względu na grubość nie można ich np. cyklinować. Podłoga jest zniszczona, a przede wszystkim ma mnóstwo przebarwień. Długo namawiałam M. na tą zmianę, właściwie od momentu przeprowadzki, nawet pytałam Was o rady na temat podłogi na Instagramie w kwietniu 2015
Niestety bez efektów! Minęły ponad dwa lata i nic! M. powtarzał, że nie zrobi z naszego mieszkania szpitala. Aż tu nagle naprzeciw moim marzeniom wyszła Tikkurila. Zaproponowali udział w akcji "Mała Wielka Zmiana". Wiedziałam, że się zgodzę, bo właśnie farbami Tikkurila odmieniłam kuchnię, stół i krzesła oraz biurko w moim domowym biurze. Przeczytałam maila M. i zapytałam się co o tym myśli proponując zmiany na przedpokoju. M. się rozmarzył, rozhulał i powiedział: "Napisz, że możemy pomalować też podłogę w sypialni". W tej samej minucie pisałam maila z obawy, że M. się rozmyśli.

jak pomalować drewnianą podłogę?

Jak szybko zmienić wnętrze?

Jak pomalować podłogę?

Tak oto zaczęły się zmiany w naszej sypialni. Paczka z farbami, w tym białą farbą Tikkurila Betolux Akva przyszła do nas już jakiś czas temu. Czekaliśmy na dzień, kiedy rodzice zabiorą Kubę i zaczęliśmy metamorfozę. Nigdy nie zgadniecie co zajęło nam najwięcej czasu... Otóż - wyniesienie łóżka z sypialni. Rama jest lekka, a wymiar najmniejszy możliwy 140x200. Jednak pod łóżkiem mamy autorską instalację M., czyli oświetlenie, które służy nam za lampki nocne i właściwie jest jedynym używanym źródłem światła. Do wyniesienia łóżka musieliśmy je rozkręcić, a przy okazji zdemontować tę instalację. Podczas gdy M. zajmował się tą skomplikowaną i czasochłonną operacją ja zdążyłam zeszlifować i dokładnie oczyścić oraz odtłuścić podłogę. Po odpowiednim przygotowaniu desek M. chwycił za wałek i w kwadrans pokrył podłogę pierwszą warstwą farby Tikkurila Betolux Akva. Malowanie zdecydowanie było najprostszym etapem - farba schnie naprawdę szybko, potrzebuje około 15 minut. Po godzinie M. nakładał kolejną warstwę.

Malowanie podłogi.


remont w domu
 
Metamorfoza podłogi

Jak malować podłogę?

malowanie drewnianych paneli

Malowanie podłogi

malowanie podłogi

Następnego dnia cieszyliśmy się ze świeżej, białej podłogi. I tak miało już zostać, ale zdecydowałam się na nałożenie trzeciej warstwy - tutaj wszystko zależy od upodobań. M. nie chciał nakładać, podobał mu się efekt, ja widziałam kilka miejsc "nieidealnych". Osobiście pomalowałam podłogę trzecią warstwą farby i nie macie pojęcia jaką dało mi to satysfakcję! Jest dokładnie tak jak chciałam. Jasno, czysto, biało. Farba, którą malowaliśmy, czyli Tikkurila Betolux Akva uzyskuje całkowitą trwałość po około dwóch tygodniach, ale już po jednym dniu jest gotowa do normalnego użytkowania. Należy pilnować jednak żeby np. nie przesuwać mebli. My przenieśliśmy się do salonu na dwa tygodnie i na tydzień wyjechaliśmy na wakacje. Natomiast jeszcze przed naszym wyjazdem Kuba z kuzynką zrobili dokładny test jakości farby. Spróbujcie wytłumaczyć roczniakowi, że do tego jednego pokoju nie wolno wjeżdżać jeździkiem... Nie podziałało. Podłoga przetrwała bez uszczerbku dziką jazdę jeździka z plastikowymi kółkami, rzuty drewnianymi zabawkami oraz zabawę z ryżem (czyli peeling). Pusty pokój był idealnym placem zabaw dla dwójki maluchów. Na ich nieszczęście dzień po urlopie wnieśliśmy meble i wróciliśmy do sypialni.


białe deski
 
przemalowana podłoga
 
biała sypialnia

białe wnętrze
 
biała podłoga
 
białe wnętrze
 
metamorfoza sypialni


Minęło już trochę czasu, sporo osób widziało naszą nową podłogę. Wiecie jakie jest moje ulubione pytanie, które słyszałam również bardzo często po przemalowaniu kuchennych szafek? Czy podłoga się bardziej brudzi? Otóż nie, podłoga brudzi się tak samo. Kurz jest po prostu bardziej widoczny. Ale wolę odkurzać podłogę dwa razy częściej niż hodować na niej bezkomórkowe i bezjądrowe formy życia ciesząc się, że ich nie widać ;) 

brzuch ciążowy

Dlatego jeśli macie w domu kawałek podłogi, za którą nie przepadacie to szykujcie farbę, wałki i do dzieła! Niby mała zmiana, a dała wielki efekt i cieszy mnie codziennie, gdy otwieram oczy :)

Jak Wam się podoba?
Jakieś pytania?

Uściski,
A.

10/13/2017

Jak urządzić pokój dziecka, czyli co u Kuby piszczy.

Jak urządzić pokój dziecka, czyli co u Kuby piszczy.

Pomysł na pokój dziecka.


Dwa lata temu szukając inspiracji do pokoju Kuby marzyłam, aby stworzyć piękny pokój w stylu skandynawskim - jasne (białe lub szare) ściany, delikatne dekoracje, mało zabawek na wierzchu, pastelowe dodatki. Wszystko stonowane i wyciszające. I ładne. Mnóstwo przepięknych wnętrz w tym stylu znajdziecie na moim Pinterest w folderze Kids Room.

Drugim pomysłem był pokój w stylu marnistycznym. Uwielbiam połączenie białego z granatem i czerwienią, bliskie są mi morskie klimaty, choć boję się wody i nie umiem pływać. Natomiast M. kocha wodę i żagle, dodatkowo mieszkamy dość blisko morza, dlatego ten wybór wydawał się słuszny.

Kombinowałam nad odcieniem bieli ;) do pokoju Kuby, a któregoś dnia M. postawił mnie przed faktem dokonanym - pomalował ściany w pokoju naszego potomka na beżowo - dwie są w kolorze Cappuccino, a dwie w Cotton Candy. To dwa różne kolory, ale na ścianie różnicy nie widać. Kupiliśmy białe łóżeczko, a po chwili dokupiliśmy komodę, regał i przewijak, który przemalowałam, też na biało. Tuż przed narodzinami udało nam się powiesić półki heksagony

Kuba zamieszkał w swoim pokoju, kiedy miał trochę ponad miesiąc. Już chyba wspomniałam, tutaj lub na Instagramie, że czułam się jak wyrodna matka. Ale po czasie nie żałuję decyzji, bo do teraz ładnie śpi, choć ostatnio, kiedy wyjęliśmy mu szczebelki zaczął nocne wędrówki do naszego łóżka.

Wracając do pokoju... Doszedł basen, tipi, jeździk, wózek, auta i zabawki, mnóstwo kolorowych rzeczy... Ze stonowanego pokoju przeszliśmy w całą feerię barw. I z jednej strony miałam ochotę schować to wszystko, a z drugiej nie chciałabym ograniczać dziecku dostępu do rzeczy na tym etapie rozwoju. Nie chciałam też zadowolić się pierwszymi lepszymi pojemnikami na zabawki. Uważam, że lepiej poczekać i wydać pieniądze raz niż kupić, nawet za grosze, coś tymczasowego. 

Pokój półtorarocznego chłopca


Dlatego dziś pokażę Wam pokój JJ'a sprzed miesiąca. Teraz nie ma w nim przewijaka, basen i tipi zmieniły miejsce, pojawiła się mała sofa i stolik oraz wymarzone, idealne pojemniki na zabawki. 

pokój dziecka

Tipi - moja duma. Uszyłam je w prezencie urodzinowym na roczek JJ'a. Podłoga jest miękka, przyjemna do leżenia, bo między dwiema warstwami materiału jest podwójna (lub potrójna, nie pamiętam) warstwa watoliny. Góra też zrobiona prawie profesjonalnie - wszystkie szwy są ukryte, nie znajdziecie postrzępionych brzegów czy wystających nitek. Nieźle się napracowałam i jestem bardzo zadowolona z efektu.
Czy Kuba jest zadowolony? Nie powiem, że spędza w namiocie godziny, a ja mam czas dla siebie... Ale codziennie wskakuje tam żeby się schować, zrobić "a kuku". Czasem czytamy tam książki (a czytamy dużo), a był czas, że Kuba swoje popołudniowe drzemki odbywał w tipi. Teraz kładziemy się tam na "tuli, tuli", kiedy jest jeszcze zmulony po drzemce i potrzebuje chwili na dojście do siebie.
Mam jednak świadomość, że tipi to gadźet na lata, dlatego zainwestowałam w dobre, grube płótno żeby za kilka lat służyło jako baza dla moich chłopaków.

kids room

tepee

tipi dla dziecka

namiot

tipi

Kolejny element pokoju, który wykonaliśmy sami to lampa. Chciałam coś typowo dziecięcego, ale te w sklepach albo nie trafiały w mój gust albo w portfel. Dlatego na bazie chyba najtańszej lampy z IKEA zrobiliśmy balon, którym w siną dal lecą i dolecieć nie mogą Miś oraz dwa Kreciki. Lampa powstała z tego co mieliśmy pod ręką, po kosz schodziłam do piwnicy. Jakieś 25 lat temu Zajączek przyniósł mi w nim słodycze - prawdziwy vintage!

pokój dziecka

lampa balon

Na trzech wąskich półkach przy drzwiach mieszkają książki. Nie jest to stała ekspozycja - dwie dolne półki wertujemy dzień w dzień, razem z książkami, które stoją na regale. Na razie czytamy tylko te z twardymi kartkami i małą ilością tekstu - wszystkie są w zasięgu małych rączek. Pozostałe książki są na przyszłość, duża część to moja kolekcja z dzieciństwa. Ze względu na książki zdecydowałam się na wysoki regał, bo jestem pewna, że w dużej mierze zostanie nimi wypełniony. Chciałabym zaszczepić w dzieciach miłość do literatury i mam nadzieję, że będą woleli spędzić czas z książką niż z grą komputerową... Marzenie...

diy kids room lamp

Mamy też misie, w sensie pluszaki, maskotki czyli kurzozbieracze. Mieszkały na oknie, ale przestały się mieścić. Mieszkały pod przewijakiem (jak na zdjęciu), a teraz mieszkają w materiałowym koszu. Jest jeden, którego Kuba kocha - słoń z polaru minky, którego dostał od Cioci Asi, specjalistki od bezpieczeństwa kosmetyku. Kuba musiał wyczuć, że słoń jest bezpieczny, bo któregoś dnia wybrał go z całej plejady pluszowych gwiazd, zabrał do łóżeczka i od tej pory nie ma snu bez słonia. Cała reszta służy tylko do tego żeby zrobić bałagan w pokoju.

pokój chłopca

Basen to chyba najlepsza rzecz jaką mamy w pokoju. Nie ma dnia żeby do niego nie wskoczył, nie rzucał piłkami, nie bawił się. Na początku kupiliśmy tylko piłki, a na wyprzedaży w Auchan kupiłam wielki dmuchany basen. Nie cierpiałam go! Był wygodny, kiedy w pokoju było o połowę mniej rzeczy i kiedy Kuba był za mały żeby pokonać szare ścianki obecnego. Ale rozlazłość niebieskiego słonia doprowadzała mnie do szału, jego pstrokacizna tak samo, a najgorsze było to, że stał przy kablu internetowym i regularnie rozłączał nam internet ;) Kupiłam mniejszy, który okazał się mikrusem, szczególnie w stosunku do słonia. Dlatego w rezultacie zamówiłam ten ze zdjęcia i jest idealny. Plusem jest ściągany pokrowiec, choć jak na razie stosujemy zasadę, że nie ma jedzenia i picia (poza wodą) w dziecięcym pokoju.

miękki basen

kids room decor

pokój niemowlaka

Naprzeciwko tipi i regału, we wnęce, mieszka łóżeczko. Już wkrótce zmienimy je na łóżko starszego brata, a klatkę z krzywą szufladą (co zauważyłam w tej chwili, może dlatego, że szuflady nie używamy) zabierzemy dla młodszego. Polecicie jakieś fajne wyrko?
Komoda sprawdza się idealnie, mieści wszystkie ciuszki Kuby, a teraz, po ostrej selekcji, również pampersy, które przechowywałam pod komodą. Mogłabym je wyjąć do zdjęcia żeby było ładniej i estetyczniej, ale wolę pokazać jak jest naprawdę. Przy dwójce, kiedy zamieszkają już razem, z komody wylecą pampersy, pościele itp. Każdy dostanie 1,5 szuflady i myślę, że się pomieścimy. Jak będą starsi ich ciuchy wylecą do szafy ubraniowej na korytarzy -ten system praktykowała moja mama i sprawdził się przez całe życie, a przynajmniej nie będziemy zagracać pokoju, do którego z czasem dojdzie trochę koniecznych mebli.

nursery

pokój malucha

Na ścianach, poza heksagonami, są plakaty. Dwa wielkie z motywem Formuły 1 - oboje (ja i M.) jesteśmy fanami Formuły, którzy spędzają godziny przed TV żeby patrzeć jak kilkunastu facetów jeździ przez dwie godziny w kółko z chorą prędkością. Wiemy, że Kuba i Junior II też zarażą się naszą pasją, poza tym to chłopaki, więc auta zawsze będą spoko. Przy drzwiach wiszą zwierzątka - darmowe plakaty, które pobrałam od zdolnej Weroniki z bloga Mavelo. Zdecydowanie strzał w dziesiątkę - budzą większy entuzjazm niż auta.

komoda hemnes


To tyle z pokoju Kuby.

Jak Wam się podoba? 
Jak schowalibyście zabawki? 
Jakie łóżko wybralibyście jako kolejne? 
Gdzie postawilibyście basen i tipi?

Uściski i udanego piątku,
A.

9/25/2017

Wicie gniazda, hormony ciężarnej i wspomnienie lata.

Wicie gniazda, hormony ciężarnej i wspomnienie lata.
Miałam ostatnio zdecydowanie gorsze dni. Druga ciąża trochę daje mi w kość (szczególnie ogonową) i zaczął mnie szlag trafiać, kiedy dziesięć razy dziennie słyszałam pytanie "JAK SIĘ CZUJESZ?". No tragicznie, mogłabym eseje pisać, ale kogo to obchodzi. Dlatego jeśli miałabym podać najgorsze pytanie jakie zadaje się kobiecie w ciąży to będzie to właśnie "jak się czujesz". I nie chodzi mi o pytania bliskich osób, którym mogę wylać wszystkie żale, ale mam wrażenie, że będąc w ciąży kobieta jest dla wszystkich dookoła inkubatorem, którego pyta się tylko o samopoczucie. Nikogo nie interesuje jaką książkę ostatnio przeczytałam, jakie mam plany, co robiłam w weekend. Jest tylko - jak się czujesz? Najgorsze są zgromadzenia typu urodziny - nagle 30 osób zadaje Ci to samo pytanie i wszyscy oczekują odpowiedzi ociekającej tęczą i brokatem. Tu przynosiłam ostatnio pełne rozczarowanie i chyba pierwszy raz w życiu pozwoliłam sobie na tak szczere narzekanie. Gdybym tak samo czuła się w ciąży z Kubą to jestem prawie pewna, że zostałby jedynakiem (przynajmniej do momentu, kiedy wymyśliliby jak mężczyzna może zajść w ciążę, wtedy bym się zrewanżowała!). 


To marne samopoczucie, burze hormonów, bóle głowy, pleców i wszystkiego przełożyły się na zdołowanie. Miałam wyrzuty sumienia po każdej chwili, w której nie robiłam czegoś konstruktywnego. Po dniu, w którym odpoczywałam czytając książkę i bawiłam się z Kubą wariowałam robiąc listę rzeczy do zrobienia na kolejny dzień, potem nie realizowałam tej listy znów marnując dzień na odpoczywanie. Wieczór marnowałam na jęczenie i tak w kółko. Aż któregoś dnia "kopnęła" mnie kuzynka mówiąc, że powinnam inaczej do tego podejść, bo przecież "regeneruję się i ładuję akumulatory", a każdy mój dzień nie musi być wypełniony obowiązkami i pracą. Jak tylko zaczęłam tak myśleć, a przy okazji bóle głowy zaczęły ustępować (po smarowaniu Altacetem i Voltarenem) to nagle zyskałam energię do pracy i  działania, ale też nie ryczę, kiedy przeleżę godzinę z książką.


Ewidentnie włączyło mi się wicie gniazda. Dom pustoszeje - zrobiłam ostrą segregację w swoich rzeczach. Przeznaczyłam siatkę ubrań na szmaty, kilka wielkich siatek oddałam do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej (wiem, że trafią do osób potrzebujących pomocy w przeciwieństwie do ubrań wrzucanych do kontenerów Caritasu), a część wyniosłam na strych, bo wiem, że wrócę do nich po ciąży. Po dwóch latach! nareszcie zrobiłam porządek w pokoju, który służy nam za magazyn, garderobę, graciarnię, przechowywalnię, warsztat i składzik. Do segregacji zostały mi tylko gwoździe i śrubki ;) Takich odhaczonych punktów jest jeszcze kilkanaście. I tak mi teraz dobrze! Herbaty zaczęły lepiej smakować, słońce ładniej świeci, a książki czytam z przyjemnością! Ale nadal nie lubię pytania jak się czujesz ;) 

Z radością i entuzjazmem rozpoczynam jesień. Zresztą jesień mi nie straszna - figi, śliwki, dynie, grzyby zrewanżują spadek temperatury, a deszcz zostanie zrekompensowany przez widok lasu mieniącego się na złoto i czerwono. Poza tym jesienią mam urodziny - w tym roku okrągłe, dlatego kombinuję nad tematem przewodnim imprezy, bo choć początkowo nie chciałam ich wyprawiać to stwierdziłam, że nie mogę stracić okazji do pogrania z przyjaciółmi w gry!

Podsumowując - życzę Wam cudownej jesieni - pachnącej pieczoną dynią, smakującej dobrą kawą. Jesieni, gdzie nie będziecie się smucić krótkim dniem, ale docenicie długi wieczór, podczas którego zdążycie poczytać książkę i pograć w gry planszowe. Jesieni, której promienie słońca będą znaczyły więcej niż latem i wykorzystacie każdy do granic możliwości. Uściski na ten piękny czas, a żeby nie było, że lato jakieś gorsze to żegnam się z Wami jego wspomnieniem.

 



W wakacje stuknęło nam 11 lat razem! I choć są dni, kiedy mam ochotę go udusić (np. jak wsiada na motor) to nie żałuję ani chwili (no chyba, że tych kiedy jeździ motorem). I jeśli to teraz czyta to wkurza się, że piszę motor, a nie motocykl :P
Udało nam się wyskoczyć na tygodniowy urlop w góry. Wyobraźcie sobie, że przez tydzień byłam offline! Dlatego na Instagramie z naszego urlopu są tylko dwa zdjęcia wrzucone po fakcie- widok ze Śnieżki (wjechaliśmy - ja w dwupaku, M. i JJ) oraz moje ulubione -> reakcja Kuby na zobaczenie płaszczki w zoo.


Jedną z rzeczy wywołujących radość w ostatnim miesiącu jest książka "Suma drobnych radości" Agnieszki zwanej wielu Wam z bloga mrspolka-dot.pl Uwielbiam Jej styl pisania, a bloga czytam niemal od początku, o czym już kiedyś pisałam.Nie przeczytałam jeszcze całej (bo włączyło się wicie gniazda), ale dziś w poczekalni u ginekologa ponownie zatopię się w lekturze.


Ale najważniejszym wydarzeniem tego lata był ślub Chrzestnej Kubusia, na którym byliśmy w zeszły weekend. Z przytupem zakończyliśmy wakacje, a ten trzydniowy wyjazd na Warmię choć zmęczył nas fizycznie to również mocno odprężył. 

PS: Kubusia strój wyjściowy doszedł kilka dni po fakcie!

A Wy co najlepiej wspominacie z tegorocznego lata i jak zapatrujecie się na jesień?



Uściski!

A.



8/11/2017

Co dzieje się w nocy w naszej sypialni?

Co dzieje się w nocy w naszej sypialni?
Zanim zostaliśmy rodzicami postanowiliśmy, że JJ szybko wyfrunie z naszej sypialni do swojego pokoju. Kiedy miał trochę ponad miesiąc zażartowałam sobie, że M. będzie tym słabszym rodzicem i przez kilka lat będziemy spać z Bubu w pokoju. To naprawdę miał być żart. Tymczasem M. potraktował to jak wyzwanie - Że jak, że ja nie dam rady?? No i od tego dnia Kuba spał sam w pokoju, a chwilę później zaczął przesypiać całe noce. To był wspaniały moment, uwarunkowany pewnie częściowo Jego charakterem, ale wierzę również, że to zasługa naszej konsekwencji - po każdej nocnej pobudce i karmieniu odkładaliśmy go do łóżeczka. Wszystko zepsuło się dzień przed Chrzcinami, kiedy nasza kochana kuzynka (nie ma tu ironii), Doktor Ola, będąca rewelacyjnym pediatrą (polecam jeśli czyta mnie ktoś z Będzina lub okolic) zaproponowała nam żeby w nocy dokarmiać jeszcze naszego Bubufinka (mimo całego szacunku do rad Dr Oli do dziś żałuję, że posłuchałam). No i się zaczęło. Od następnego dnia po pierwszym nocnym karmieniu ( a było to w czwartym miesiącu życia) Kubulotek zaczął budzić się co noc. Najpierw raz, po jakimś czasie dwa razy. Szybko przyzwyczailiśmy się do dobrego, czyli do tych dwóch miesięcy przespanych nocy, dlatego to był dla nas horror. I właśnie ten horror zapoczątkował nocne dramaty rozgrywające się w naszej sypialni, a czasem wychodzące poza jej granice. 

Na szczęście dramaty po świcie przeradzają się w niezłą komedię, myślę, że i Wy się ubawicie. 
Występuje pewna powtarzalność tj. mamy jeden spokojny tydzień i jeden z dramatami. Najprawdopodobniej ma to związek z tym, że M. pracuje na dwie zmiany i mamy między sobą układ, że on wstaje do DżejDżeja, kiedy idzie na 12, a ja, kiedy pracę zaczyna o 6.

Tydzień, kiedy M. pracuje na 6:

M: Dziecko płacze.
A: To nie nasze.
M: To nasze. Kuba płacze, no idź do niego.
A: To nie Kuba. Kuba śpi między nami. 
M: No idź po niego.
A: Ale on tu śpi.
W tym momencie M. kapituluje, ja śpię dalej i rano niczego nie pamiętam.

Kolejny tydzień, kiedy M. pracuje na 6:

M: Kuba płacze, idź do niego.
A nie reaguje.
M: Kuba płacze, wstawaj.
A nadal nie reaguje, wstaje po kilku prośbach (błaganiach, jękach i kopach) i wychodzi z sypialni. Kuba nie przestaje płakać, Słychać, że A jest w kuchni. Po kilku minutach wraca do sypialni, stawia szklankę wody na szafce nocnej, wskakuje do łóżka, opatula się kołdrą i przytula się do M.
M: Co Ty robisz?
A: No przytulam się.

Podobnych sytuacji były dziesiątki, na szczęście to już przeszłość. I dobrze, bo moglibyśmy się rozwieść którejś nocy podczas kłótni, której i tak bym nie pamiętała.

Zapraszam Was na scenę główną naszych, już byłych, dramatów.



Kiedy się wprowadziliśmy ściana za łóżkiem miała kolor zachodzącego słońca Toskanii, czyli wściekłej pomarańczy. Cegła przy oknie była czerwono czarna, a ściana z galerią zdjęć miała kolor okleiny bukowej.

Malując ściany na biało polecieliśmy po całości zmieniając nie tylko kolor ścian, ale też cegły i ściany z okleiny będącej tyłem szafy. Nim się obejrzałam M. lekko pobielił nasze łóżko, wcześniej w kolorze surowego drewna. Przez długi czas w sypialni nie mieliśmy nic więcej. Potem doszła komoda, stara, paskudna, okleinowa. Przerobiliśmy ją po swojemu. Za chwilę zobaczycie jak. Po około roku dokupiliśmy stoliki nocne i dopasowaliśmy do komody. Sypialnia wyglądała mniej więcej tak:


Było jasno, nawet bardzo, bo okno zajmuje prawie całą ścianę. Niby ok, ale ciągle czegoś brakowało. Nie spieszyłam się ze zmianami, czekałam na właściwą inspirację. Aż tu któregoś dnia M. zakomunikował: malujemy ścianę na granatowo. I wiecie, że nie chciałam się zgodzić? Jednak stwierdziłam w końcu, że gdzieś muszę pójść na kompromis skoro M. zgadza się na wszystkie pozostałe moje pomysły. Następnego dnia kupiłam farbę (wybraną przez M.), a on od razu zabrał się za malowanie. Następnego dnia obudziłam się w nowej sypialni.




 To był strzał w dziesiątkę. Pomieszczenie nadal jest bardzo jasne, ale w końcu ma charakter. Na ten sam niebieski kolor pomalowałam zakupione kilka tygodni wcześniej ramki. Długo zastanawiałam się nad układem, w jakim mają wisieć. Ramki wyglądałyby pewnie lepiej, gdyby były trochę bliżej siebie. W te przerwy planuję wcisnąć jeszcze kilka innych, aktualnie rozlądam się za okrągłymi i małymi kwadratowymi.
Na tym zdjęciu możecie również zauważyć, że zmodyfikowaliśmy lustro. Ponieważ jest przyklejone do ściany postanowiliśmy nie ryzykować siedmioma latami nieszczęścia i nie próbowaliśmy go odkleić. Drażniło mnie trochę i postanowiliśmy zrobić to samo co w kuchni z czarną tablicą (widoczne w tym poście) - dodaliśmy listwę sufitową. W kuchni mamy styropianową, do sypialni kupiliśmy listwę z jakiegoś twardszego tworzywa sztucznego. Okropnie się ją docinało, ale wygląda lepiej.




Plakaty, które widzicie na zdjęciach to prezent od naszej przyjaciółki Ani - najlepszej na świecie architekt krajobrazu, która po godzinach jest rewelacyjną graficzką. Liczę na kolejne dwa plakaty - jeden dla Kuby i drugi dla Jego brata ;)



Na stoliku nocnym stoi lampa z kloszem, który sama zrobiłam <-- tutaj napisałam jak. Ozdobiony prostym sercem z koralików, które sami zrobicie w kilka minut.


Druga strona pokoju nadal świeci pustką. Gdybyśmy mieli projektor to miejsce nadawałoby się idealnie na ekran. Ale nie mamy. Posiadamy przestrzeń do zagospodarowania. Na razie stoi tu komoda, którą dostałam "w spadku" od babci. Nie jest wiekowa, ma raptem 10 lat, była w kolorze bukowej okleiny. Przemalowaliśmy ją na biało, a szuflady potraktowaliśmy okleiną. M. potrafi zrobić czary mary ze sznurka, dlatego stworzył (i nawet nauczył mnie) uchwyty do komody. Uściślając - do czterech szuflad komody, na piątą nie starczyło sznurka. Na szczęście już nie chodzę na fitness, więc nie używam tej szuflady. Gdzieś w głowie mam myśl, żeby wymienić jej nóżki na wyższe, może lekko zakrzywione. Mam też drugą myśl, że nie będzie stała tu już zbyt długo. Za chwilę obok niej pojawi się kołyska, komoda za mała na rzeczy nasze i Młodszego Brata, dlatego myślę o czymś większym, co stanie tu na lat kilkanaście. Co polecacie?








W planie mamy kolejne zmiany, o których na pewno napiszę przed narodzinami Młodszego Brata.

Jak Wam się podoba? 
Co zrobilibyście z pustą ścianą i przestrzenią naprzeciwko łóżka? 
No i czy jest jeszcze choć jedna matka, która w pewnym momencie przestała w nocy słyszeć płacz swojego dziecka? :)

Jeśli post Wam się podobał to zostawcie proszę kilka słów lub udostępnijcie go na facebooku, abym wiedziała, że nie piszę tylko dla siebie. Gdyby tak miało być pisałabym pamiętnik.

Uściski,
A.
podobne posty