9/25/2017

Wicie gniazda, hormony ciężarnej i wspomnienie lata.

Wicie gniazda, hormony ciężarnej i wspomnienie lata.
Miałam ostatnio zdecydowanie gorsze dni. Druga ciąża trochę daje mi w kość (szczególnie ogonową) i zaczął mnie szlag trafiać, kiedy dziesięć razy dziennie słyszałam pytanie "JAK SIĘ CZUJESZ?". No tragicznie, mogłabym eseje pisać, ale kogo to obchodzi. Dlatego jeśli miałabym podać najgorsze pytanie jakie zadaje się kobiecie w ciąży to będzie to właśnie "jak się czujesz". I nie chodzi mi o pytania bliskich osób, którym mogę wylać wszystkie żale, ale mam wrażenie, że będąc w ciąży kobieta jest dla wszystkich dookoła inkubatorem, którego pyta się tylko o samopoczucie. Nikogo nie interesuje jaką książkę ostatnio przeczytałam, jakie mam plany, co robiłam w weekend. Jest tylko - jak się czujesz? Najgorsze są zgromadzenia typu urodziny - nagle 30 osób zadaje Ci to samo pytanie i wszyscy oczekują odpowiedzi ociekającej tęczą i brokatem. Tu przynosiłam ostatnio pełne rozczarowanie i chyba pierwszy raz w życiu pozwoliłam sobie na tak szczere narzekanie. Gdybym tak samo czuła się w ciąży z Kubą to jestem prawie pewna, że zostałby jedynakiem (przynajmniej do momentu, kiedy wymyśliliby jak mężczyzna może zajść w ciążę, wtedy bym się zrewanżowała!). 


To marne samopoczucie, burze hormonów, bóle głowy, pleców i wszystkiego przełożyły się na zdołowanie. Miałam wyrzuty sumienia po każdej chwili, w której nie robiłam czegoś konstruktywnego. Po dniu, w którym odpoczywałam czytając książkę i bawiłam się z Kubą wariowałam robiąc listę rzeczy do zrobienia na kolejny dzień, potem nie realizowałam tej listy znów marnując dzień na odpoczywanie. Wieczór marnowałam na jęczenie i tak w kółko. Aż któregoś dnia "kopnęła" mnie kuzynka mówiąc, że powinnam inaczej do tego podejść, bo przecież "regeneruję się i ładuję akumulatory", a każdy mój dzień nie musi być wypełniony obowiązkami i pracą. Jak tylko zaczęłam tak myśleć, a przy okazji bóle głowy zaczęły ustępować (po smarowaniu Altacetem i Voltarenem) to nagle zyskałam energię do pracy i  działania, ale też nie ryczę, kiedy przeleżę godzinę z książką.


Ewidentnie włączyło mi się wicie gniazda. Dom pustoszeje - zrobiłam ostrą segregację w swoich rzeczach. Przeznaczyłam siatkę ubrań na szmaty, kilka wielkich siatek oddałam do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej (wiem, że trafią do osób potrzebujących pomocy w przeciwieństwie do ubrań wrzucanych do kontenerów Caritasu), a część wyniosłam na strych, bo wiem, że wrócę do nich po ciąży. Po dwóch latach! nareszcie zrobiłam porządek w pokoju, który służy nam za magazyn, garderobę, graciarnię, przechowywalnię, warsztat i składzik. Do segregacji zostały mi tylko gwoździe i śrubki ;) Takich odhaczonych punktów jest jeszcze kilkanaście. I tak mi teraz dobrze! Herbaty zaczęły lepiej smakować, słońce ładniej świeci, a książki czytam z przyjemnością! Ale nadal nie lubię pytania jak się czujesz ;) 

Z radością i entuzjazmem rozpoczynam jesień. Zresztą jesień mi nie straszna - figi, śliwki, dynie, grzyby zrewanżują spadek temperatury, a deszcz zostanie zrekompensowany przez widok lasu mieniącego się na złoto i czerwono. Poza tym jesienią mam urodziny - w tym roku okrągłe, dlatego kombinuję nad tematem przewodnim imprezy, bo choć początkowo nie chciałam ich wyprawiać to stwierdziłam, że nie mogę stracić okazji do pogrania z przyjaciółmi w gry!

Podsumowując - życzę Wam cudownej jesieni - pachnącej pieczoną dynią, smakującej dobrą kawą. Jesieni, gdzie nie będziecie się smucić krótkim dniem, ale docenicie długi wieczór, podczas którego zdążycie poczytać książkę i pograć w gry planszowe. Jesieni, której promienie słońca będą znaczyły więcej niż latem i wykorzystacie każdy do granic możliwości. Uściski na ten piękny czas, a żeby nie było, że lato jakieś gorsze to żegnam się z Wami jego wspomnieniem.

 



W wakacje stuknęło nam 11 lat razem! I choć są dni, kiedy mam ochotę go udusić (np. jak wsiada na motor) to nie żałuję ani chwili (no chyba, że tych kiedy jeździ motorem). I jeśli to teraz czyta to wkurza się, że piszę motor, a nie motocykl :P
Udało nam się wyskoczyć na tygodniowy urlop w góry. Wyobraźcie sobie, że przez tydzień byłam offline! Dlatego na Instagramie z naszego urlopu są tylko dwa zdjęcia wrzucone po fakcie- widok ze Śnieżki (wjechaliśmy - ja w dwupaku, M. i JJ) oraz moje ulubione -> reakcja Kuby na zobaczenie płaszczki w zoo.


Jedną z rzeczy wywołujących radość w ostatnim miesiącu jest książka "Suma drobnych radości" Agnieszki zwanej wielu Wam z bloga mrspolka-dot.pl Uwielbiam Jej styl pisania, a bloga czytam niemal od początku, o czym już kiedyś pisałam.Nie przeczytałam jeszcze całej (bo włączyło się wicie gniazda), ale dziś w poczekalni u ginekologa ponownie zatopię się w lekturze.


Ale najważniejszym wydarzeniem tego lata był ślub Chrzestnej Kubusia, na którym byliśmy w zeszły weekend. Z przytupem zakończyliśmy wakacje, a ten trzydniowy wyjazd na Warmię choć zmęczył nas fizycznie to również mocno odprężył. 

PS: Kubusia strój wyjściowy doszedł kilka dni po fakcie!

A Wy co najlepiej wspominacie z tegorocznego lata i jak zapatrujecie się na jesień?



Uściski!

A.