11/27/2015

Kalendarz adwentowy - inspiracje.

Kalendarz adwentowy - inspiracje.

Rok w rok, pod koniec listopada ogarnia mnie ekscytacja, że Święta tuż, tuż... Uwielbiam Boże Narodzenie od zawsze... Kiedyś było to podyktowane oczywiście prezentami. Mówcie co chcecie, ale nie wierzę, że mając 8 lat podniecałam się czymś innym jak faktem, że przyjdzie do mnie Mikołaj... Teraz patrzę na Święta w zupełnie inny sposób, ale nie zmieniło się to, że z radością na nie czekam i chętnie świętuję. 

A skoro święta za pasem to czas przygotować się do odliczania. Kiedy byłam mała uwielbiałam kalendarz z czekoladkami.... Zazwyczaj odliczanie czyli czekoladki kończyły się około 10 grudnia, potem urosłam, zmądrzałam i dawkowałam sobie słodycze oraz otwieranie okienek. Przestałam dostawać kalendarz, kiedy któregoś roku przeoczyłam zjedzenie kilku czekoladek.

Od kilku lat planowałam stworzyć kalendarz, ale kończyło się na słomianym zapale. Przygotowując go samemu traci się najfajniejszą rzecz - element zaskoczenia. Mimo to w tym roku w naszym domu nad kominkiem zawiśnie kalendarz. Mam już jego elementy, dziś połączę je w całość, którą podzielę się pewnie w poniedziałek.

A co spowodowało, że tak bardzo marzę o kalendarzu? Obejrzałam mnóstwo przepięknych , wśród których prym wiodą te od Ushii z Ushiilandii. Po wejściu na Jej bloga kliknijcie w "Boże Narodzenie" w tematycznym archiwum i... możecie się zachwycać. Tegoroczny kalendarz jest przepiękny, ale mnie najbardziej zachwycił domek z 2010. Tymczasem poniżej plejada inspiracji z mojego Pinteresta. Patrzcie, zachwycajcie się i działajcie!

Pierwszy kalendarz jest dość prosty w formie i łatwo na jego podstawie stworzyć swój. 24 paczuszki (na zdjęciu równe kartoniki, ale to przecież nie jest konieczne) zapakowane w szary papier i ozdobione prostymi grafikami. Kilka świątecznych motywów i liczby wydrukowane na zwykłej czarno - białej drukarce. Nie macie drukarki? Na pewno znajdziecie w domu kilka długopisów, kredek, ołówków i innych pisadeł lub gazet, z których można wyciąć cyfry, litery, napisy... 

Źródło: Pinterest / link 

10/19/2015

Domowe biuro

Domowe biuro
Już dawno temu pokazałam na Instagramie stare biurko, które zdobyli dla mnie M. i Tata. W sumie to już drugie biurko, które dla mnie "zdobyli". Pierwsze, bardzo podobne odstawili do magazynu, a mój brat stwierdził, że to kolejna rzecz przeznaczona do wyrzucenia na śmietnik, więc połamał je na części, aby zabierało mniej miejsca! Na szczęście biurek było więcej :)



10/11/2015

Kitchen is my paradise.

Kitchen is my paradise.
Kochani jesteście! Upominacie się o kolejnego posta, o zdjęcia kuchni z każdej strony, z dodatkami. O to żebym pisała więcej i częściej. I piszecie do mnie, choć ja wypadłam z Internetowego życia dwa miesiące temu i w tym czasie komputer włączyłam może z cztery razy. 

Bez reszty pochłonął mnie wielki projekt i poświęciłam mu cały swój czas poza ośmioma godzinami pracy na etacie. Jeszcze trochę i podzielę się z Wami jakimś szczegółem, więc obserwujcie mnie - tutaj, na facebook'u i Instagramie. Tym razem nie zamierzam znikać, bo blog na pewno połączy się trochę z wielkim projektem.

Tymczasem, nie przedłużając, pokażę Wam jak wygląda nasza kuchnia po czterech miesiącach intensywnego używania.

kuchnia skandynawska

8/01/2015

Domowy ogród.

Domowy ogród.
Ostatnio mało mnie w sieci, ale po co spędzać czas przed komputerem, kiedy można go spożytkować w ogrodzie?!

Babcia i Mama zawsze mówiły, że kiedy będę miała swój ogród to nie będzie w nim nic poza chwastami i słomą jako pozostałością po moim słomianym zapale. Od marca  (czyli od momentu, kiedy posiadamy ogród) do czerwca tylko się w tym utwierdziły. Sąsiedzi, którzy przez płot zerkają na nasz zarośnięty, już prawdziwie tajemniczy, ogród jeszcze miesiąc temu poparliby Je całymi sobą. Trawa sięgała kolan, chwasty rosły na potęgę, a mlecze przy tym całym chwastowisku wyglądały jak róże... Ale w końcu nadszedł ten dzień, kiedy M. odpalił kosiarkę, ja chwyciłam sekator i.... odkryłam, że ogrodnictwo daje mi dużo radości. 

Fakt, ogród dalej wygląda dość dziko. Praca żmudna, efekty marne mimo ogromu włożonego wysiłku. Ale tak czy siak jestem zafascynowana. Im więcej robię tym więcej mam energii, a ogród pomalutku zaczyna się odwdzięczać.

Ta - dam!

Mam pierwsze pomidory!


6/26/2015

Jak przemalować meble kuchenne?

Jak przemalować meble kuchenne?
Wpisując w google hasło "Jak przemalować meble kuchenne" po wciśnięciu klawisza enter w 0,39 sekundy wyskoczyło mi 64 700 wyników. Po dzisiejszym poście będzie ich 64 701, ale ponieważ dostaję od Was pytania na maila, pod zdjęciami na Instagramie, a także tutaj i na FanPage'u, dlatego postanowiłam stworzyć kolejny poradnik.

Nie obiecuję cudów i przed częścią z Was nie odkryję Ameryki, ale efekt który uzyskaliśmy bardzo mnie cieszy, jest estetyczny i doceniany przez rodzinę oraz znajomych, dlatego chętnie się z Wami podzielę zdobytą wiedzą.

Mam nadzieję, że Ci, którzy czytali poprzednie posty nie są załamani, że znów będzie o kuchni. Nasza przeszła wielką metamorfozę, której dokonaliśmy prawie w całości sami. Pomalowaliśmy meble dając im drugie życie i o tym jak to zrobiliśmy będzie dzisiejszy post.


6/12/2015

Kuchenne dodatki.

Kuchenne dodatki.
Dziękuję Wam za tak pozytywny odbiór przerobionej przez nas kuchni! Za każde pozostawione słowo tutaj, na facebooku i Instagramie. Cieszą mnie niezmiernie i pokazuję, że malowanie mebli było dobrym pomysłem :) Żadne z opublikowanych przeze mnie do tej pory zdjęć nie miało takiej popularności jak before & after kuchni w nowym mieszkaniu. Sporo Was pyta o techniczne aspekty malowania, dlatego w przyszłym tygodniu pojawi się post "jak przemalować meble". Na pewno nie pierwszy w sieci, ale skoro są pytania to pojawi się odpowiedź :)


6/08/2015

Z cyklu przed i po - kuchnia.

Z cyklu przed i po - kuchnia.
Nie miałam ostatnio serca i weny do pisania. Niejednokrotnie siadałam do komputera z myślą, że w końcu coś opublikuję... Dokładnie 4 tygodnie i 1 dzień temu napisałam tutaj kilka akapitów, dziś już nieaktualnych. W międzyczasie kilka razy edytowałam post, ale życie jest dość dynamiczne, dlatego dziś edytuję po raz kolejny i skończę dopiero w momencie kiedy kliknę "opublikuj". Od kwietnia żyję "prawie" off-line, zapomniałam o komputerze, o sprawdzaniu konta mailowego, oduczyłam się surfowania po sieci w poszukiwaniu niczego. Jedyne miejsce w jakim się udziela(ła)m to Instagram, bo telefon mam zawsze pod ręką i w miarę regularnie odwiedza(ła)m ulubione blogi, choć nie zostawiam komentarzy, bo pisanie na telefonie doprowadza mnie do szału. Z jednej strony bardzo brakuje mi blogosfery, Waszych odwiedzin i komentarzy(dziękuję tym, którzy zaglądali tu pod moją nieobecność), a z drugiej cieszę się, że oduczyłam się włączać komputer po przyjściu do domu. Teraz muszę znaleźć ten idealny punkt pomiędzy.

Od ostatniego wpisu w życiu wydarzyło się sporo, choć prawdopodobnie nie więcej niż u Was. Remont ciągnie się... hmmm, jedyne określenie jakie przychodzi mi na myśl, a ponadto odpowiednio odda charakter to remont ciągnie się jak smród po gaciach. Na początku wydawało nam się, że to kwestia dwóch tygodni, ewentualnie do majówki, jeżeli pozwolimy sobie na wolne tempo. W międzyczasie wyznaczyliśmy "deadline" na drugą rocznicę ślubu, którą obchodziliśmy dokładnie dwa tygodnie temu. Kolejnym terminem była czerwcówka, a my nadal jesteśmy w polu, choć nareszcie mogę powiedzieć, że widzimy jego koniec. Orka wkrótce się skończy!

Kiedy zaczęliśmy rozkręcać się z remontem, a dokładniej z czyszczeniem mebli kuchennych do szpitala trafiła moja Babcia i leży w nim już równo siedem tygodni. Sporo godzin przesiedzieliśmy na OIOM-ie i nieodkrywczo stwierdzam, że rodzina to skarb. W pierwszych dniach, kiedy stan Babci był bardzo poważny siedzieliśmy na korytarzu od rana do późnych godzin nocnych organizując dyżury, aby w razie niechcianych sytuacji ktoś z nas był na miejscu i mógł powiadomić resztę. I rozumiem jak ciężko musi być komuś, komu nie dość, że wali się świat to przesiaduje sam, godzinami na szpitalnym korytarzu. My tak nie mamy - tata ma szóstkę rodzeństwa, każde ma męża / żonę, dzieci, a nawet wnuki. Jest nas pokaźna gromadka, z którą uwielbiam spędzać święta, celebrować śluby, urodziny lub spotykać się bez okazji. Jednak największą siłę rodziny czuję w tych trudnych chwilach. Smutne okazje, przykre sytuacje czy rzucane przez życie kłody raczej nas jednoczą. W tych momentach nie liczy się nic innego - nie ma popołudniowych zajęć, nieistotne, że leci ulubiony serial, kupiło się świetną książkę lub trzeba przescrollować Facebooka i kwejka, gry też mogą zaczekać. Zatrzymujemy się, poprawiamy naszą piramidę wartości. Na co dzień ciężko znaleźć chwilę na spotkanie, ale kiedy Babcia trafiła do szpitala nagle każdy porzucił swoje obowiązki, a świat, mimo obaw, się nie zawalił. Z babcią lepiej, a pokonać sepsę w Jej wieku to nie lada wyczyn. Niestety nie obyło się bez komplikacji, skutków ubocznych, ale wierzę, że będzie dobrze. Babcia jest już wybudzona, nareszcie bez mnóstwa rurek i z dobrym humorem, a to nas najbardziej cieszy.

Ale wracając do tego co Was powinno zainteresować, a na pewno ciekawi tych, którzy komentują moje zdjęcia na Instagramie - do kuchni możemy się wprowadzać. Szafki są białe, a ja jestem zachwycona efektem końcowym. Serce domu zmieniło się kolosalnie - jest większe, jaśniejsze, przestronniejsze i ładniejsze. Ale od początku....

W pakiecie z nową kuchnią dostaliśmy meble kuchenne. Jeśli ktoś z Was zatrzymał się na tym, że zamawiamy nowe meble u stolarza (taki był plan) to w poprzednim poście pisałam o tym, że postanowiliśmy odświeżyć stare. Są porządne, drewniane, ale nie w naszym stylu. Potrzebują nowej szaty podobnie jak sama kuchnia, która od lat nie była remontowana, a jedynie malowana.

Kitchen before

4/13/2015

Klucze do nowego mieszkania.

Klucze do nowego mieszkania.
Święta rozłożyły mnie na łopatki fundując jedną z odmian grypy, która przeciągnęła się w dwutygodniowe zwolnienie po nocnej wizycie na pogotowiu. Cały tydzień nie miałam siły i ochoty na jakiekolwiek interakcje internetowe - blog pozostawiony sobie, podobnie ze stroną na Facebook'u czy nawet Instagramem, choć zrobienie kilku ujęć telefonem nie wymaga specjalnych mocy. Ale koniec obijania się, wracam do bloga szczególnie, że mam o czym pisać - od końcówki marca mamy nowe mieszkanie.

nowe mieszkanie


To również przyczyna, dlaczego ostatni post pojawił się 27 marca. Planowaliśmy, robiliśmy zakupy, sprzątaliśmy i marzyliśmy. Nasze główne koncepcje pozostają bez zmian (z jednym wyjątkiem, ale o tym zaraz!), część pomysłów się klaruje, ale najfajniejsze jest to, że razem z M. mamy wspólną wizję.

Pisałam Wam o moich dylematach odnośnie kuchni, a jakiś czas później wspomniałam o konkretnych planach wobec tego pomieszczenia. Rozwinęłam temat inspiracji łazienkowych, przemyślałam sypialnię, zawędrowałam nawet do ogrodu, ale pominęłam pokój dzienny, czyli miejsce, w którym najpewniej będziemy spędzać większość czasu. Nie uwzględniłam salonu nie tylko w planach i przemyśleniach, ale również w budżecie. Prawdopodobnie dlatego, że pokój planujemy tylko przemalować, a wyposażenie już prawie mamy - od rodziców dostaliśmy kanapę, stół i krzesła. Mamy stolik z palety, który darzę sentymentem, bo jest świątecznym prezentem od M. Brakuje nam  jedynie witryny lub (i) komody, w której znajdą swoje miejsce serwetki, obrusy, świeczki, cała sterta gier planszowych i karcianych, część ceramiki, kieliszki oraz sporo innych rzeczy. To nie taki duży wydatek w porównaniu do całej zabudowy kuchni i właśnie do tego sprowadza się dzisiejszy post... Podjęliśmy decyzję, mam nadzieję mądrą, że na razie nie wymienimy mebli kuchennych. Dlaczego porzuciłam myśl o wymarzonej kuchni, o której myślę, mówię i piszę od pół roku?

Pierwsza rzecz to fakt, że zabudowa, która czeka na nas w naszej nowej kuchni (a starej kuchni rodziców) jest zrobiona na wymiar u stolarza i jest w całości wykonana z drewna. Główny układ planowaliśmy zostawić zmieniając jedynie szerokości niektórych szafek, przemieszczając piekarnik spod płyty na wysokość  blatu itd. itp. Zmiany były na tyle duże, że nie pozwalały na przerobienie tych mebli pod mój wymarzony układ, a może nie tyle, że nie pozwalały, ale mijały się z celem, bo w podobnej cenie mieliśmy mieć nowe meble. Poza tym w tej chwili mam białą kuchnię i przy tym kolorze chciałabym zostać. Ciągle zastanawiałam się nad przemalowaniem mebli, a M. zachęcał mnie dwoma hasłami "będziesz miała temat na bloga" & "za zaoszczędzone pieniądze pojedziemy na wakacje". Myśl o zaoszczędzeniu sporej kwoty kusiła. No i podjęliśmy decyzję, do której przyczyniły się dwie blogerki i ich połówki. Pierwsza to Lu z Enjoy Your Home, która na swoim blogu pokazała tak niesamowitą metamorfozę 25 metrów kwadratowych w bloku i tym samym przypomniała mi jak wiele rzeczy można zrobić samemu dużym nakładem pracy, ale za to niższym kosztem. Wspólna praca nie tylko przyniesie nam doświadczenie z branży remontowo - budowlanej (bezcenne!), ale będzie źródłem wielu wspomnień, radości, kłótni ;) aby w rezultacie wzmocnić nasz związek. Podziwiając Lu i Szarlatana dalej miałam nieco obiekcji, pewnie częściowo ze względu na wygodę i niechęć porzucenia wymarzonego, dopracowanego na tip top projektu.

Ostatecznym impulsem był post, który przed świętami opublikowała Ali z bloga Kolorowe marzenia Ali ukazując w nim nowe oblicze kuchni - z przemalowanymi szafkami. Byliśmy akurat w trakcie dyskusji, kiedy zajrzałam na Jej bloga. Ta kolosalna zmiana wnętrza i nadanie mu zupełnie nowego charakteru oraz świeżości poprzez przemalowanie mebli i płytek utwierdziła nas w podjętej decyzji.

Tak wyglądała nowa kuchnia w sobotę, kiedy M. zabrał się za odkręcanie mebli. Kapnęłam się, że nie mam żadnych zdjęć ze stanu obecnego, dlatego na szybko zatrzymałam kilka ujęć telefonem.

przed i po

Co będziemy robić? Zmienimy płytki oraz podłogę. Przemalujemy meble i ściany. Wymienimy parapet, blat i zlew, kuchenkę na płytę i piekarnik (z obecnego mieszkania). Na koniec maźniemy kawałek ściany farbą tablicową, wymienimy uchwyty, a na parapecie ustawimy mnóstwo doniczek z ziołami. Będziemy zmęczeni, ale szczęśliwi. Dobry plan? 

Uściski,
Agafia

3/27/2015

Tajemniczy ogród

Tajemniczy ogród
Kiedy zaczęłam pisać ten post był pierwszy dzień astronomicznej wiosny, czyli zeszły piątek. Niestety nim go skończyłam - zasnęłam. Cały weekend uczestniczyliśmy w przeprowadzce rodziców, potem zaczął się tydzień roboczy i tak oto znów mamy piątek.

Do dzisiejszego tematu zainspirowało mnie świecące za oknem słońce (tak było tydzień temu, bo dziś jest szaro, buro i ponuro) oraz niezwykłe zjawiska atmosferyczne zeszłego tygodnia. Pewnie większość z Was oglądała zaćmienie słońca, a kto widział zorzę polarną?? Otóż ja! 

Sytuacja z zeszłego wtorku. Wychodzimy w czwórkę z domu rodziców, jest około 21.30. Patrzę na zieloną łunę na niebie i trochę z niedowierzaniem mówię:
- Zorza polarna?
M i Mama: Nie, no gdzie... To światła z sąsiedniej wioski. 
Ja: Zielone?
M i M: Wydaje Ci się...
Następnego dnia rano zadzwonił do mnie Tata, TVN24 w porannych wiadomościach potwierdził naszą teorię.

Natchniona zaczęłam myśleć o ogrodzie. O oazie, do której ucieknę po męczącym dniu w pracy, o miejscu, do którego zaprosimy przyjaciół i rodzinę na grilla. O ogrodzie z ziołami, tulipanami i lawendą. O wygodnym zestawie wypoczynkowym, na którym leżąc będę łapała promienie słoneczne.

Nie mam dokładnego planu, mam jednak zapał, mnóstwo pomysłów i trochę inspiracji odnalezionych na Pinterest. Mam też kilka całkowicie różnych wizji.

Oglądaliście lub czytaliście Tajemniczy Ogród? Ogród, który odkryła Mary Lennox był moim marzeniem od dzieciństwa. Lekko spróchniała huśtawka, stare drzewa, mury nadszarpnięte zębem czasu, nieokiełznane krzaki róży i skrzypiąca furtka... 


Źródło: Pinterest / studioview.tumblr.com

Źródło: Pinterest / thegoodstuffguide.com

Źródło: Pinterest / gardener.ru

Źródło: Pinterest / finegardening.com

Niestety na taki ogród trzeba mieć ogromny metraż, a zamiast domu przynajmniej jakiś niewielki pałac - całość musi przecież spójnie wyglądać.

Druga wizja to sielski, wiejski ogródek, w którym nie ma równych rabat z kwiatkami, przyciętych na kształt zwierząt krzaczków, a są grządki z warzywami, a przynajmniej ziołami. 

Źródło: Pinterest / providenceltddesign.com

Źródło: Pinterest / etsy.com

Źródło: Pinterest / unpolished-life.blogspot.com

W naszym wymarzonym ogrodzie nie zabraknie lawendy, tulipanów, szafirków, goździków brodatych. Kupiłam już nasiona smagliczki nadmorskiej, celozji pierzastej, groszku pachnącego i żagwinu.

Źródło: Pinterest / hgtv.com

Źródło: Pinterest / hgtv.com

Źródło: Pinterest / burpee.com

 
Źródło: Pinterest / segretofinishes.com

Od czego zacząć? Od zakupu sprzętu ogrodniczego. Niestety ciężko zrobić w ogrodzie cokolwiek bez łopatki, na pewno przyda się sekator i kilka innych rzeczy. A skoro mam nabyć nowe rzeczy to czemu nie kupić ładniejszych niż standardowe zielone z drewnianą rączką? Znalazłam kilka tak ślicznych zestawów, że zastanawiam się czy nie żal byłoby je wybrudzić ziemią ;)




Nie zdecydowałam się jeszcze na nic poza zakupem miętowej konewki w Ikei. W przyszłym tygodniu nadrobię zaległości, bo do ogrodu zamierzam wkroczyć dopiero po świętach. W ten weekend zamierzamy malować nowe mieszkanie, a przynajmniej wybrać kolory.

A Wy rozpoczęliście już prace porządkowe w ogrodach i na balkonie? Roślinki i zioła zasiane?

Uściski,
Agafia

3/15/2015

Mała sypialnia w małym mieszkaniu.

Mała sypialnia w małym mieszkaniu.

Małe mieszkanie


Nasze obecne mieszkanie nie jest duże... Napisałabym ile ma metrów, ale szczerze mówiąc nie wiem. Kiedy planowałam w głowie ten post to jeszcze pamiętałam, żeby je zmierzyć, ale teraz jestem uziemiona na kanapie w foliowych skarpetkach - kuruję pięty, dlatego nie zmierzę mieszkania. Obstawiam 30 m2.

Remont niskim kosztem


Nasze lokum to przerobione poddasze domu, w którym się wychowałam. Przed wprowadzeniem się do niego dwa lata temu zrobiliśmy remont wkładając w sumie niewielkie pieniądze. Największym wydatkiem był zakup sprzętu kuchennego (nieuniknione), zamówienie mebli do kuchni i stworzenie łazienki, bo była tutaj tylko mała toaleta. Reszta to nasza praca i kilka wiader farby. Nie chcieliśmy za dużo inwestować, ponieważ nasz plan zakładał, że w tym roku kupimy większe mieszkanie. 30 m2 to niewiele (o ile tyle tutaj jest), a mimo to mamy oddzielną sypialnię.

Mała sypialnia


Którą zdążyłam zmierzyć nim nałożyłam foliowe skarpetki z kuracją do stóp. Nasza alkowa ma 2,35m x 3,25m. Początkowo stał w niej mały stolik i meblościanka, która teraz jest moim kącikiem do czytania w części dziennej mieszkania oraz rozkładana, szara kanapa z salonu. Bardzo szybko doszliśmy do wniosku, że kupujemy normalne łóżko z materacem. Mieści się na styk, ale komfort spania wzrósł do 50 w skali dziesięciostopniowej i zazwyczaj nie przeszkadza mi fakt, że w sypialni został wąski korytarz na szerokość drzwi pomiędzy łóżkiem a szafą.

Aby zrobić zdjęcia musiałam się nieźle nagimnastykować, niestety nie da się ująć więcej niż kawałka dwóch ścian.

remont niewielkim kosztem

jak zmieścić się w małej sypialni

Po prawej, w rogu zdjęcia widać szafę - PAXa, który pomieścił większość naszego dobytku.  Po lewej wnęka na chyba niecałe 20 cm. Chcieliśmy zrobić w niej półki na wymiar, niewystające poza wnękę. Niestety sporo książek wystawałaby przed półkę, dlatego kupiliśmy najprostsze białe półki i sosnowe wsporniki pasujące do ramy łóżka. Białe deski są za krótkie na szerokość wnęki, dlatego przywiesiliśmy je na zmianę, raz do prawej, raz do lewej strony. Wyszło praktycznie i ciekawie.

Za oparciem łóżka mamy szybę, która oddziela sypialnię od reszty mieszkania, a dokładniej od aneksu kuchennego. Rozważaliśmy postawienie normalnej ściany, jednak sypialnia wychodzi na zachód... Dzięki szybom część światła dochodzi do reszty mieszkania. Szyby są zmatowione mleczną folią. Na zdjęciu sprawiają wrażenie przezroczystych, ale to tylko przez robienie zdjęcia pod światło w ciągu dnia, normalnie nic przez nie nie widać. Jak ta przestrzeń wyglądała wcześniej możecie zobaczyć zerkając przez szybę na pierwszym zdjęciu w poście o kuchni.

malutka sypialnia

książki

księgozbiór

Obok okna wisiały moje turkusowe Cotton Ball Lights, jednak ostatnio robiliśmy porządek w kartonie z kawalerskim dobytkiem M. i znaleźliśmy te trzy kule - jedna pokazuje temperaturę, druga datę, trzecia godzinę. Pasują do pokoju nie tylko kolorystycznie, ale są również bardzo praktyczne, dlatego "wełnokulki" wróciły do strefy dziennej. Straciliśmy lampkę nocną, ale dzięki temu miejsce odnalazła w końcu lampa z kloszem w kratę. 

lampka nocna




klosz na lampkę nocną

Mamy jeszcze jedno, a właściwie dwa mikro źródła światła... Małe lampki z Ikei. Uwielbiamy je, bo dają bardzo przyjemne światło, rozświetlają pokój na tyle, by odnaleźć butelkę wody bądź telefon, a nie rażą po oczach, co jest ich największą zaletą. Chyba nikt nie lubi, kiedy w środku nocy "dostanie" światłem po oczach.

lampka Ikea

Już tylko trochę czasu i opuścimy nasze pierwsze gniazdko, dlatego chociaż zmieniłabym część rzeczy (przemalowała stolik, nogę lampki nocnej) to już nic nie będę ruszać, bo pewnie za dwa tygodnie będziemy malować ściany nowej sypialni!

Nie będzie w niej wielkiej szafy, książki też powędrują do innego pokoju... Ostatnio grupa naukowców dowiodła, że niezdrowo czytać przed samym snem :) Oczywiście nie jest to powodem, dla którego książki nie trafią do nowej sypialni. Chcę połączyć cały nasz księgozbiór w jednym pokoju, a jeden egzemplarz do czytania przed snem można zawsze zabrać do sypialni. Nie przeczytałam jeszcze kilkunastu książek, które widzicie na zdjęciach powyżej, bo dużą część z nich dostaliśmy na ślub. 

A Wy czytacie książki przed snem? Jakie najchętniej?

Uściski,

Agafia



3/07/2015

Dlaczego luty jest najkrótszym miesiącem? Instagramowe podsumowanie.

Dlaczego luty jest najkrótszym miesiącem? Instagramowe podsumowanie.
Czy tylko ja nie zauważyłam kiedy minął luty i zaczął się marzec? Niby trzy dni różnicy w stosunku do najdłuższych miesięcy, a mam wrażenie, że ktoś mi skradł co najmniej tydzień.

Poprzedni miesiąc nie owocował w jakieś wielkie wydarzenia, ale łatwo wyjaśnić co mnie pochłonęło i spowodowało, że nie miałam chwili na robienie zdjęć, ich obróbkę i pisanie postów. Dlatego wszystkie przedstawione poniżej zdjęcia pochodzą z mojego konta na Instagramie.



Na początku lutego żyłam jeszcze ciągle wrażeniami z See Bloggers. Znalazłam trochę czasu na przeczytanie blogów wszystkich poznanych osobiście osób, a także osób, których wizytówki przywędrowały do mnie podczas pierwszego ćwiczenia. Czekam na kolejne spotkanie w lipcu.


W końcu mieliśmy kilka dni zimy! Uwielbiam wiosnę, kocham lato, lubię polską złotą jesień, a zima... jest fajna, kiedy nie ma pluchy. No ale bez przesady! Co to za zima bez śniegu?! Tymczasem w tym roku śnieg leżał u nas, łącznie, całe 7 dni. To nawet dla mnie za mało, ponieważ dni te przypadały na dni robocze, a jak się cieszyć śniegiem, kiedy przed pracą trzeba odśnieżyć samochód, a potem stanąć w korku na obwodnicy Trójmiasta, bo drogowców zaskoczył śnieg, chociaż padał od północy. Za to w przyszłym roku, już postanowiłam, zimą jedziemy w góry! Obejrzałam ostatnio polskie serialidło sprzed kilku lat - Szpilki na Giewoncie i marzy mi się Zakopane... Ostatnio byliśmy w stolicy polskich gór chyba w 2011 roku, ale latem. Zimą odwiedziłam Zakopane jakieś 20 lat temu... Śnieg w górach na pewno jeszcze leży, zresztą Instagram donosi, że w wielu miejsca w Polsce w ostatnich dniach spadł śnieg, ja w tym sezonie już chyba go nie zobaczę. Na szczęście Bałwana, a właściwie Bałwanicę ulepiłam (miałam swój wkład w makijażu i fryzurze), dlatego wiosna może nadchodzić.


Luty można u mnie nazwać miesiącem koktajli i smoothies. Wypiłam ich mnóstwo - na śniadanie, w pracy, po południu, jako deser, przekąskę. Z malinami, wiśniami, jabłkami, płatkami owsianymi, jagodami, porzeczkami czarnymi i czerwonymi, truskawkami, siemieniem lnianym i cynamonem. Ten urodzaj owoców to moje przetwory, o których praktycznie zapomniałam. Zbliża się kolejne lato, dlatego zaczęłam czyścić piwniczne półki i zamrażarkę. 
Zabrałam się również za segregację przepisów kulinarnych, a nawet napisałam posta Jak uporządkować przepisy kulinarne? Wygodny przepiśnik kupiłam w mojej ulubionej, małej księgarni, ale identyczne widziałam w Hebe.


W połowie miesiąca wypadają Walentynki. Zazwyczaj ich nie świętujemy, ale ponieważ w tym roku weekend Walentynkowy był pierwszym weekendem, na który się z nikim nie umówiliśmy to postanowiliśmy przygotować pyszny obiad. Niestety określenie "pyszny obiad" ma jedną definicję w moim słowniku, a całkowicie odmienną w słowniku M. W rezultacie w dwójkę stanęliśmy w kuchni - ja robiąc sushi, a M. smażąc steki.


Wszystko powyżej to pojedyncze, krótkie chwile, bo większość lutego spędziłam z linijką, ołówkiem, miarą, kredkami, toną gazet i kartką papieru. Nasza kuchnia jest już (prawie) ostatecznie wybrana. Zdecydowałam się na podłogę, wybrałam płytki na ścianę, wiem jaki zlew kupimy. Układ szafek zaprojektowany, fronty wybrane, blat też. W projekcie kuchni doszłam do maksimum perfekcji, chociaż... chyba należy nazywać rzeczy po imieniu. Doszłam do maksimum zboczenia jeśli chodzi o projekt. Mam listę, bardzo długą. Są na niej wszystkie małe agd: robot, grill, ekspres, frytkownica, raclette itd, naczynia: gary, garnki, garnuszki, patelnie, rondle i skorupy oraz tona gadżetów. Szafki zaplanowałam w ten sposób, że najważniejsze rzeczy mają już określone miejsce, a ja nie będę się martwiła, że muszę postawić frytkownicę w przeszklonej szafce, bo w żadnej innej nie ma na nią miejsca. Czekamy na spotkanie ze stolarzem nr 2, wycenę, a potem zamawiamy!


Na szczęście nie samą przeprowadzką człowiek żyje. Przeczytałam kilka książek i obejrzałam aż jeden film. Z okazji Walentynek napisałam post o moich ulubionych filmach, książkach i piosenkach o miłości. Wspomniałam o książce C. Ahern Na końcu tęczy znanej pod tytułem Love, Rosie. Niedawno powstała filmowa adaptacja, którą chciałam obejrzeć jeszcze przed przeczytaniem książki, bo to o niej najpierw usłyszałam. Na szczęście nie popełniłam tego błędu. O ile książka była fantastyczna i wylałam nad nią morze łez to film paskudnie upraszcza historię, pozbywa się kilku bohaterów, przypisując ich historie innym. Jeżeli ktoś nie czytał książki (i nie zamierza) to nie będzie mu to uproszczenie przeszkadzało, a film będzie przyjemnym sposobem na spędzenie wolnego wieczoru. Nie mogę powiedzieć, że żałuję oglądania, nawet mi się podobał, ale nie był tak absorbujący skoro seans skończyłam z paznokciami pomalowanymi pod wzór na kubku.


Ostatnie zdjęcie jakie opublikowałam w lutym na Instagramie to prezent urodzinowy dla Przyjaciółki. Zamiast jednego konkretnego prezentu postanowiłyśmy (z drugą przyjaciółką) kupić kilka drobniejszych prezentów i każdy zapakować oddzielnie. Prezentów było aż dziewięć. Niestety nie przewidziałam jednej rzeczy - że skończy mi się papier do pakowania prezentów. Została tylko szara rolka, na którą nawinięty był kolorowy papier. Chwyciłam ołówek z gumką, różowy tusz, ozdobiłam papier i myślę, że wersja z małymi groszkami dorównuje sklepowym, drukowanym, wielkim grochom.


Marzec mija równie szybko. Dalej debatujemy nad remontem, planujemy wymarzoną sypialnię, ogród i salon. Przyszły tydzień minie błyskawicznie - na dwa dni wyjeżdżam na seminarium, a po powrocie zabieram się za pieczenie ciast na urodziny babci. Pewnie nim się obejrzymy będą święta Wielkanocne.

Jak Wam mijają miesiące zimowe? 
Macie więcej czasu na rękodzieło? 
Nadrabiacie zaległości filmowe i książkowe? 

Uściski,
A.

2/26/2015

Wymarzona sypialnia.

Wymarzona sypialnia.
Tik, tak, tik, tak... Nadchodzi czas wielkich zmian. 
(Prawie) nie włączam laptopa, (prawie) nie czytam książek, (prawie) nie oglądam filmów i seriali. Swój wolny czas rozdzielam między rodzinę, przyjaciół i planowanie nowego mieszkania. Remont zbliża się wielkimi krokami. Nie zamierzamy burzyć czy przesuwać ścian, przede wszystkim chwycimy za pędzle i zmienimy kolory na ścianach. Kusi mnie również przemalowanie drzwi. Większa metamorfoza czeka kuchnię, a ponieważ zaprojektowałam ją w 100 %  i chwilowo nie mam kolejnych pomysłów to moje myśli pochłonęło równie ważne pomieszczenie. 

Źródło: Pinterest / housetohome.co.uk

Wymarzona, przytulna sypialnia.


Nasza przyszła sypialnia nie ma wielkiego metrażu, ale jest niesamowicie słoneczna! Na jednej ścianie króluje wielkie okno częściowo otoczone murkiem. Zastanawiam się nad przemalowaniem cegiełek, ale nie jestem pewna jak będzie się kryło tak zróżnicowaną strukturę farbą, a dodatkowo nie potrafię wyobrazić sobie efektu końcowego. Przeciwna ściana to tył wielkiej szafy w stylu komandora, czyli płyta z drewnianą okleiną. Nie chcę zostawiać brązowej okleiny, którą widzicie na zdjęciu poniżej, dlatego prawdopodobnie pomaluję ją na biało (lub szaro), ewentualnie tylko lekko rozbielę. Jak można wyczytać - nie mam dokładnej koncepcji. 

Może Wy macie jakieś pomysły i doświadczenie, którym zechcecie się podzielić?

murek przy oknie / drewniana okleina

Mnóstwo frajdy będzie podczas wybierania dodatków: poduch, firan, dekoracji, a najwięcej zamętu powstanie przy meblowaniu. Mamy mało mebli, ze względu na niewielki metraż, a tylko kilka z nich planujemy przenieść, dlatego podejrzewam, że przez jakiś czas będziemy się cieszyć pustą przestrzenią. Do sypialni wstawimy na początek sosnowe łóżko i na tym kończy się długa lista mebli.

Źródło: Pinterest / indulgy.com

Źródło: Pinterest / wohnideen.minimalisti.com

Źródło: Pinterest / vissbiz.com

W inspiracjach, które znalazłam, króluje szarość, ale nie wiem czy będzie głównym kolorem w sypialni. Byłaby na pewno dobrą bazą pod dodatki w każdym kolorze tęczy, bo chyba nie ma barwy niepasującej do szarego.

Źródło: Pinterest / housetohome.co.uk

Źródło: Pinterest / chiccoastalliving.com

Źródło: Pinterest / woohome.com

Źródło: Pinterest / pbteen.com

Źródło: Pinterest / designlovesdetail.com

Źródło: Pinterest / wohnideen.minimalisti.com

W ostatniej sypialni bardzo podobają mi się zasłony, choć nie jestem pewna czy nie zrobię rolet. Firanki prawdopodobnie będą koronkowe. Z mebli chciałabym mieć skrzynię lub ławkę przed łóżkiem, ale chyba nie będzie na nią miejsca. Zastanawiam się nad stolikami nocnymi. Mam kilka pomysłów - proste, drewniane, ze skrzynek na jabłka, białe, od stolarza, z Ikei... Co wybrać?

Która sypialnia najbardziej się Wam podoba? 
Jak jest w Waszych domach? 
Macie sypialnię? 
Kolorową czy stonowaną?

Udanego dnia,
Agafia
podobne posty