Dwa tygodnie temu zeszłam do piwnicy... Nie liczyłam na cuda, w końcu to tylko piwnica rodziców i sama wynosiłam do niej mnóstwo rzeczy. Między innymi wszystko do decoupage'u, kiedy przenosiłam się do swojego mieszkania, w którym na tą całą graciarnię nie ma miejsca.
Ale niespodziewanie znalazłam cuda - mnóstwo pamiątek z dzieciństwa, szkła, porcelany, kieliszków. Wiatraczek, torebkę zrobioną na szydełku, stare łyżwy i wiele innych. Kilka rzeczy przygarnęłam - w tej chwili piję kawę z małej, porcelanowej filiżanki. Przydał się również wiatrak - w tym tygodniu został naszym najlepszym przyjacielem.
Ale przede wszystkim z piwnicy wyniosłam farby, lakiery, serwetki do decoupage'u i korzystając z przypływu energii zabrałam się za wszystkie przedmioty jednocześnie.
W połowie dnia efektów było więcej... Zabrałam się nareszcie za "kształtki" - owoce i liście wycięte, chyba, ze sklejki. Dostałam je parę lat temu, kiedy zaczynałam swoją decupage'ową historę, w fabryce pod Warszawą. Byłam tam z tatą odebrać jakieś drewniane elementy. Okazało się, że mają też zwykłe deski do krojenia. Kupiłam ich około dwudziestu - nadal mam kilka czystych. Kiedy Pani właścicielka dowiedziała się po co mi deski zniknęła na chwilę i wróciła z całą siatką kształtek widocznych na zdjęciu poniżej. Nie miałam na nie pomysłu, a od wczoraj wiszą w mieszkaniu rodziców.
Do rodziców trafił również serwetnik i chustecznik obiecany dawno temu.
Mama nie mogła się doczekać i już po drugim lakierowaniu "zwinęła" przedmioty do domu. Widać nierówności chusteczki, ale skoro właścicielce to nie przeszkadza to mi również nie będzie ;)
To tyle na dzisiaj. Uciekamy na piknik! :)
pozdrawiam,
Agafia
Ale niespodziewanie znalazłam cuda - mnóstwo pamiątek z dzieciństwa, szkła, porcelany, kieliszków. Wiatraczek, torebkę zrobioną na szydełku, stare łyżwy i wiele innych. Kilka rzeczy przygarnęłam - w tej chwili piję kawę z małej, porcelanowej filiżanki. Przydał się również wiatrak - w tym tygodniu został naszym najlepszym przyjacielem.
Ale przede wszystkim z piwnicy wyniosłam farby, lakiery, serwetki do decoupage'u i korzystając z przypływu energii zabrałam się za wszystkie przedmioty jednocześnie.
Podczas całodniowej produkcji w ogrodzie dzielnie towarzyszył mi Fidel - mój pies. Ponieważ było upalnie wspólnie schowaliśmy się w cieniu - on leżał, ja pracowałam.
Do rodziców trafił również serwetnik i chustecznik obiecany dawno temu.
Mama nie mogła się doczekać i już po drugim lakierowaniu "zwinęła" przedmioty do domu. Widać nierówności chusteczki, ale skoro właścicielce to nie przeszkadza to mi również nie będzie ;)
To tyle na dzisiaj. Uciekamy na piknik! :)
pozdrawiam,
Agafia


