3/27/2015

Tajemniczy ogród

Tajemniczy ogród
Kiedy zaczęłam pisać ten post był pierwszy dzień astronomicznej wiosny, czyli zeszły piątek. Niestety nim go skończyłam - zasnęłam. Cały weekend uczestniczyliśmy w przeprowadzce rodziców, potem zaczął się tydzień roboczy i tak oto znów mamy piątek.

Do dzisiejszego tematu zainspirowało mnie świecące za oknem słońce (tak było tydzień temu, bo dziś jest szaro, buro i ponuro) oraz niezwykłe zjawiska atmosferyczne zeszłego tygodnia. Pewnie większość z Was oglądała zaćmienie słońca, a kto widział zorzę polarną?? Otóż ja! 

Sytuacja z zeszłego wtorku. Wychodzimy w czwórkę z domu rodziców, jest około 21.30. Patrzę na zieloną łunę na niebie i trochę z niedowierzaniem mówię:
- Zorza polarna?
M i Mama: Nie, no gdzie... To światła z sąsiedniej wioski. 
Ja: Zielone?
M i M: Wydaje Ci się...
Następnego dnia rano zadzwonił do mnie Tata, TVN24 w porannych wiadomościach potwierdził naszą teorię.

Natchniona zaczęłam myśleć o ogrodzie. O oazie, do której ucieknę po męczącym dniu w pracy, o miejscu, do którego zaprosimy przyjaciół i rodzinę na grilla. O ogrodzie z ziołami, tulipanami i lawendą. O wygodnym zestawie wypoczynkowym, na którym leżąc będę łapała promienie słoneczne.

Nie mam dokładnego planu, mam jednak zapał, mnóstwo pomysłów i trochę inspiracji odnalezionych na Pinterest. Mam też kilka całkowicie różnych wizji.

Oglądaliście lub czytaliście Tajemniczy Ogród? Ogród, który odkryła Mary Lennox był moim marzeniem od dzieciństwa. Lekko spróchniała huśtawka, stare drzewa, mury nadszarpnięte zębem czasu, nieokiełznane krzaki róży i skrzypiąca furtka... 


Źródło: Pinterest / studioview.tumblr.com

Źródło: Pinterest / thegoodstuffguide.com

Źródło: Pinterest / gardener.ru

Źródło: Pinterest / finegardening.com

Niestety na taki ogród trzeba mieć ogromny metraż, a zamiast domu przynajmniej jakiś niewielki pałac - całość musi przecież spójnie wyglądać.

Druga wizja to sielski, wiejski ogródek, w którym nie ma równych rabat z kwiatkami, przyciętych na kształt zwierząt krzaczków, a są grządki z warzywami, a przynajmniej ziołami. 

Źródło: Pinterest / providenceltddesign.com

Źródło: Pinterest / etsy.com

Źródło: Pinterest / unpolished-life.blogspot.com

W naszym wymarzonym ogrodzie nie zabraknie lawendy, tulipanów, szafirków, goździków brodatych. Kupiłam już nasiona smagliczki nadmorskiej, celozji pierzastej, groszku pachnącego i żagwinu.

Źródło: Pinterest / hgtv.com

Źródło: Pinterest / hgtv.com

Źródło: Pinterest / burpee.com

 
Źródło: Pinterest / segretofinishes.com

Od czego zacząć? Od zakupu sprzętu ogrodniczego. Niestety ciężko zrobić w ogrodzie cokolwiek bez łopatki, na pewno przyda się sekator i kilka innych rzeczy. A skoro mam nabyć nowe rzeczy to czemu nie kupić ładniejszych niż standardowe zielone z drewnianą rączką? Znalazłam kilka tak ślicznych zestawów, że zastanawiam się czy nie żal byłoby je wybrudzić ziemią ;)




Nie zdecydowałam się jeszcze na nic poza zakupem miętowej konewki w Ikei. W przyszłym tygodniu nadrobię zaległości, bo do ogrodu zamierzam wkroczyć dopiero po świętach. W ten weekend zamierzamy malować nowe mieszkanie, a przynajmniej wybrać kolory.

A Wy rozpoczęliście już prace porządkowe w ogrodach i na balkonie? Roślinki i zioła zasiane?

Uściski,
Agafia

3/15/2015

Mała sypialnia w małym mieszkaniu.

Mała sypialnia w małym mieszkaniu.

Małe mieszkanie


Nasze obecne mieszkanie nie jest duże... Napisałabym ile ma metrów, ale szczerze mówiąc nie wiem. Kiedy planowałam w głowie ten post to jeszcze pamiętałam, żeby je zmierzyć, ale teraz jestem uziemiona na kanapie w foliowych skarpetkach - kuruję pięty, dlatego nie zmierzę mieszkania. Obstawiam 30 m2.

Remont niskim kosztem


Nasze lokum to przerobione poddasze domu, w którym się wychowałam. Przed wprowadzeniem się do niego dwa lata temu zrobiliśmy remont wkładając w sumie niewielkie pieniądze. Największym wydatkiem był zakup sprzętu kuchennego (nieuniknione), zamówienie mebli do kuchni i stworzenie łazienki, bo była tutaj tylko mała toaleta. Reszta to nasza praca i kilka wiader farby. Nie chcieliśmy za dużo inwestować, ponieważ nasz plan zakładał, że w tym roku kupimy większe mieszkanie. 30 m2 to niewiele (o ile tyle tutaj jest), a mimo to mamy oddzielną sypialnię.

Mała sypialnia


Którą zdążyłam zmierzyć nim nałożyłam foliowe skarpetki z kuracją do stóp. Nasza alkowa ma 2,35m x 3,25m. Początkowo stał w niej mały stolik i meblościanka, która teraz jest moim kącikiem do czytania w części dziennej mieszkania oraz rozkładana, szara kanapa z salonu. Bardzo szybko doszliśmy do wniosku, że kupujemy normalne łóżko z materacem. Mieści się na styk, ale komfort spania wzrósł do 50 w skali dziesięciostopniowej i zazwyczaj nie przeszkadza mi fakt, że w sypialni został wąski korytarz na szerokość drzwi pomiędzy łóżkiem a szafą.

Aby zrobić zdjęcia musiałam się nieźle nagimnastykować, niestety nie da się ująć więcej niż kawałka dwóch ścian.

remont niewielkim kosztem

jak zmieścić się w małej sypialni

Po prawej, w rogu zdjęcia widać szafę - PAXa, który pomieścił większość naszego dobytku.  Po lewej wnęka na chyba niecałe 20 cm. Chcieliśmy zrobić w niej półki na wymiar, niewystające poza wnękę. Niestety sporo książek wystawałaby przed półkę, dlatego kupiliśmy najprostsze białe półki i sosnowe wsporniki pasujące do ramy łóżka. Białe deski są za krótkie na szerokość wnęki, dlatego przywiesiliśmy je na zmianę, raz do prawej, raz do lewej strony. Wyszło praktycznie i ciekawie.

Za oparciem łóżka mamy szybę, która oddziela sypialnię od reszty mieszkania, a dokładniej od aneksu kuchennego. Rozważaliśmy postawienie normalnej ściany, jednak sypialnia wychodzi na zachód... Dzięki szybom część światła dochodzi do reszty mieszkania. Szyby są zmatowione mleczną folią. Na zdjęciu sprawiają wrażenie przezroczystych, ale to tylko przez robienie zdjęcia pod światło w ciągu dnia, normalnie nic przez nie nie widać. Jak ta przestrzeń wyglądała wcześniej możecie zobaczyć zerkając przez szybę na pierwszym zdjęciu w poście o kuchni.

malutka sypialnia

książki

księgozbiór

Obok okna wisiały moje turkusowe Cotton Ball Lights, jednak ostatnio robiliśmy porządek w kartonie z kawalerskim dobytkiem M. i znaleźliśmy te trzy kule - jedna pokazuje temperaturę, druga datę, trzecia godzinę. Pasują do pokoju nie tylko kolorystycznie, ale są również bardzo praktyczne, dlatego "wełnokulki" wróciły do strefy dziennej. Straciliśmy lampkę nocną, ale dzięki temu miejsce odnalazła w końcu lampa z kloszem w kratę. 

lampka nocna




klosz na lampkę nocną

Mamy jeszcze jedno, a właściwie dwa mikro źródła światła... Małe lampki z Ikei. Uwielbiamy je, bo dają bardzo przyjemne światło, rozświetlają pokój na tyle, by odnaleźć butelkę wody bądź telefon, a nie rażą po oczach, co jest ich największą zaletą. Chyba nikt nie lubi, kiedy w środku nocy "dostanie" światłem po oczach.

lampka Ikea

Już tylko trochę czasu i opuścimy nasze pierwsze gniazdko, dlatego chociaż zmieniłabym część rzeczy (przemalowała stolik, nogę lampki nocnej) to już nic nie będę ruszać, bo pewnie za dwa tygodnie będziemy malować ściany nowej sypialni!

Nie będzie w niej wielkiej szafy, książki też powędrują do innego pokoju... Ostatnio grupa naukowców dowiodła, że niezdrowo czytać przed samym snem :) Oczywiście nie jest to powodem, dla którego książki nie trafią do nowej sypialni. Chcę połączyć cały nasz księgozbiór w jednym pokoju, a jeden egzemplarz do czytania przed snem można zawsze zabrać do sypialni. Nie przeczytałam jeszcze kilkunastu książek, które widzicie na zdjęciach powyżej, bo dużą część z nich dostaliśmy na ślub. 

A Wy czytacie książki przed snem? Jakie najchętniej?

Uściski,

Agafia



3/07/2015

Dlaczego luty jest najkrótszym miesiącem? Instagramowe podsumowanie.

Dlaczego luty jest najkrótszym miesiącem? Instagramowe podsumowanie.
Czy tylko ja nie zauważyłam kiedy minął luty i zaczął się marzec? Niby trzy dni różnicy w stosunku do najdłuższych miesięcy, a mam wrażenie, że ktoś mi skradł co najmniej tydzień.

Poprzedni miesiąc nie owocował w jakieś wielkie wydarzenia, ale łatwo wyjaśnić co mnie pochłonęło i spowodowało, że nie miałam chwili na robienie zdjęć, ich obróbkę i pisanie postów. Dlatego wszystkie przedstawione poniżej zdjęcia pochodzą z mojego konta na Instagramie.



Na początku lutego żyłam jeszcze ciągle wrażeniami z See Bloggers. Znalazłam trochę czasu na przeczytanie blogów wszystkich poznanych osobiście osób, a także osób, których wizytówki przywędrowały do mnie podczas pierwszego ćwiczenia. Czekam na kolejne spotkanie w lipcu.


W końcu mieliśmy kilka dni zimy! Uwielbiam wiosnę, kocham lato, lubię polską złotą jesień, a zima... jest fajna, kiedy nie ma pluchy. No ale bez przesady! Co to za zima bez śniegu?! Tymczasem w tym roku śnieg leżał u nas, łącznie, całe 7 dni. To nawet dla mnie za mało, ponieważ dni te przypadały na dni robocze, a jak się cieszyć śniegiem, kiedy przed pracą trzeba odśnieżyć samochód, a potem stanąć w korku na obwodnicy Trójmiasta, bo drogowców zaskoczył śnieg, chociaż padał od północy. Za to w przyszłym roku, już postanowiłam, zimą jedziemy w góry! Obejrzałam ostatnio polskie serialidło sprzed kilku lat - Szpilki na Giewoncie i marzy mi się Zakopane... Ostatnio byliśmy w stolicy polskich gór chyba w 2011 roku, ale latem. Zimą odwiedziłam Zakopane jakieś 20 lat temu... Śnieg w górach na pewno jeszcze leży, zresztą Instagram donosi, że w wielu miejsca w Polsce w ostatnich dniach spadł śnieg, ja w tym sezonie już chyba go nie zobaczę. Na szczęście Bałwana, a właściwie Bałwanicę ulepiłam (miałam swój wkład w makijażu i fryzurze), dlatego wiosna może nadchodzić.


Luty można u mnie nazwać miesiącem koktajli i smoothies. Wypiłam ich mnóstwo - na śniadanie, w pracy, po południu, jako deser, przekąskę. Z malinami, wiśniami, jabłkami, płatkami owsianymi, jagodami, porzeczkami czarnymi i czerwonymi, truskawkami, siemieniem lnianym i cynamonem. Ten urodzaj owoców to moje przetwory, o których praktycznie zapomniałam. Zbliża się kolejne lato, dlatego zaczęłam czyścić piwniczne półki i zamrażarkę. 
Zabrałam się również za segregację przepisów kulinarnych, a nawet napisałam posta Jak uporządkować przepisy kulinarne? Wygodny przepiśnik kupiłam w mojej ulubionej, małej księgarni, ale identyczne widziałam w Hebe.


W połowie miesiąca wypadają Walentynki. Zazwyczaj ich nie świętujemy, ale ponieważ w tym roku weekend Walentynkowy był pierwszym weekendem, na który się z nikim nie umówiliśmy to postanowiliśmy przygotować pyszny obiad. Niestety określenie "pyszny obiad" ma jedną definicję w moim słowniku, a całkowicie odmienną w słowniku M. W rezultacie w dwójkę stanęliśmy w kuchni - ja robiąc sushi, a M. smażąc steki.


Wszystko powyżej to pojedyncze, krótkie chwile, bo większość lutego spędziłam z linijką, ołówkiem, miarą, kredkami, toną gazet i kartką papieru. Nasza kuchnia jest już (prawie) ostatecznie wybrana. Zdecydowałam się na podłogę, wybrałam płytki na ścianę, wiem jaki zlew kupimy. Układ szafek zaprojektowany, fronty wybrane, blat też. W projekcie kuchni doszłam do maksimum perfekcji, chociaż... chyba należy nazywać rzeczy po imieniu. Doszłam do maksimum zboczenia jeśli chodzi o projekt. Mam listę, bardzo długą. Są na niej wszystkie małe agd: robot, grill, ekspres, frytkownica, raclette itd, naczynia: gary, garnki, garnuszki, patelnie, rondle i skorupy oraz tona gadżetów. Szafki zaplanowałam w ten sposób, że najważniejsze rzeczy mają już określone miejsce, a ja nie będę się martwiła, że muszę postawić frytkownicę w przeszklonej szafce, bo w żadnej innej nie ma na nią miejsca. Czekamy na spotkanie ze stolarzem nr 2, wycenę, a potem zamawiamy!


Na szczęście nie samą przeprowadzką człowiek żyje. Przeczytałam kilka książek i obejrzałam aż jeden film. Z okazji Walentynek napisałam post o moich ulubionych filmach, książkach i piosenkach o miłości. Wspomniałam o książce C. Ahern Na końcu tęczy znanej pod tytułem Love, Rosie. Niedawno powstała filmowa adaptacja, którą chciałam obejrzeć jeszcze przed przeczytaniem książki, bo to o niej najpierw usłyszałam. Na szczęście nie popełniłam tego błędu. O ile książka była fantastyczna i wylałam nad nią morze łez to film paskudnie upraszcza historię, pozbywa się kilku bohaterów, przypisując ich historie innym. Jeżeli ktoś nie czytał książki (i nie zamierza) to nie będzie mu to uproszczenie przeszkadzało, a film będzie przyjemnym sposobem na spędzenie wolnego wieczoru. Nie mogę powiedzieć, że żałuję oglądania, nawet mi się podobał, ale nie był tak absorbujący skoro seans skończyłam z paznokciami pomalowanymi pod wzór na kubku.


Ostatnie zdjęcie jakie opublikowałam w lutym na Instagramie to prezent urodzinowy dla Przyjaciółki. Zamiast jednego konkretnego prezentu postanowiłyśmy (z drugą przyjaciółką) kupić kilka drobniejszych prezentów i każdy zapakować oddzielnie. Prezentów było aż dziewięć. Niestety nie przewidziałam jednej rzeczy - że skończy mi się papier do pakowania prezentów. Została tylko szara rolka, na którą nawinięty był kolorowy papier. Chwyciłam ołówek z gumką, różowy tusz, ozdobiłam papier i myślę, że wersja z małymi groszkami dorównuje sklepowym, drukowanym, wielkim grochom.


Marzec mija równie szybko. Dalej debatujemy nad remontem, planujemy wymarzoną sypialnię, ogród i salon. Przyszły tydzień minie błyskawicznie - na dwa dni wyjeżdżam na seminarium, a po powrocie zabieram się za pieczenie ciast na urodziny babci. Pewnie nim się obejrzymy będą święta Wielkanocne.

Jak Wam mijają miesiące zimowe? 
Macie więcej czasu na rękodzieło? 
Nadrabiacie zaległości filmowe i książkowe? 

Uściski,
A.

2/26/2015

Wymarzona sypialnia.

Wymarzona sypialnia.
Tik, tak, tik, tak... Nadchodzi czas wielkich zmian. 
(Prawie) nie włączam laptopa, (prawie) nie czytam książek, (prawie) nie oglądam filmów i seriali. Swój wolny czas rozdzielam między rodzinę, przyjaciół i planowanie nowego mieszkania. Remont zbliża się wielkimi krokami. Nie zamierzamy burzyć czy przesuwać ścian, przede wszystkim chwycimy za pędzle i zmienimy kolory na ścianach. Kusi mnie również przemalowanie drzwi. Większa metamorfoza czeka kuchnię, a ponieważ zaprojektowałam ją w 100 %  i chwilowo nie mam kolejnych pomysłów to moje myśli pochłonęło równie ważne pomieszczenie. 

Źródło: Pinterest / housetohome.co.uk

Wymarzona, przytulna sypialnia.


Nasza przyszła sypialnia nie ma wielkiego metrażu, ale jest niesamowicie słoneczna! Na jednej ścianie króluje wielkie okno częściowo otoczone murkiem. Zastanawiam się nad przemalowaniem cegiełek, ale nie jestem pewna jak będzie się kryło tak zróżnicowaną strukturę farbą, a dodatkowo nie potrafię wyobrazić sobie efektu końcowego. Przeciwna ściana to tył wielkiej szafy w stylu komandora, czyli płyta z drewnianą okleiną. Nie chcę zostawiać brązowej okleiny, którą widzicie na zdjęciu poniżej, dlatego prawdopodobnie pomaluję ją na biało (lub szaro), ewentualnie tylko lekko rozbielę. Jak można wyczytać - nie mam dokładnej koncepcji. 

Może Wy macie jakieś pomysły i doświadczenie, którym zechcecie się podzielić?

murek przy oknie / drewniana okleina

Mnóstwo frajdy będzie podczas wybierania dodatków: poduch, firan, dekoracji, a najwięcej zamętu powstanie przy meblowaniu. Mamy mało mebli, ze względu na niewielki metraż, a tylko kilka z nich planujemy przenieść, dlatego podejrzewam, że przez jakiś czas będziemy się cieszyć pustą przestrzenią. Do sypialni wstawimy na początek sosnowe łóżko i na tym kończy się długa lista mebli.

Źródło: Pinterest / indulgy.com

Źródło: Pinterest / wohnideen.minimalisti.com

Źródło: Pinterest / vissbiz.com

W inspiracjach, które znalazłam, króluje szarość, ale nie wiem czy będzie głównym kolorem w sypialni. Byłaby na pewno dobrą bazą pod dodatki w każdym kolorze tęczy, bo chyba nie ma barwy niepasującej do szarego.

Źródło: Pinterest / housetohome.co.uk

Źródło: Pinterest / chiccoastalliving.com

Źródło: Pinterest / woohome.com

Źródło: Pinterest / pbteen.com

Źródło: Pinterest / designlovesdetail.com

Źródło: Pinterest / wohnideen.minimalisti.com

W ostatniej sypialni bardzo podobają mi się zasłony, choć nie jestem pewna czy nie zrobię rolet. Firanki prawdopodobnie będą koronkowe. Z mebli chciałabym mieć skrzynię lub ławkę przed łóżkiem, ale chyba nie będzie na nią miejsca. Zastanawiam się nad stolikami nocnymi. Mam kilka pomysłów - proste, drewniane, ze skrzynek na jabłka, białe, od stolarza, z Ikei... Co wybrać?

Która sypialnia najbardziej się Wam podoba? 
Jak jest w Waszych domach? 
Macie sypialnię? 
Kolorową czy stonowaną?

Udanego dnia,
Agafia

2/12/2015

Czy jesteś romantyczką?

Czy jesteś romantyczką?
Obchodzicie Walentynki? My chyba nie. Piszę chyba, bo szczerze mówiąc nie wiem czy byliśmy kiedyś 14 lutego na romantycznej kolacji. Nie dlatego, że hejtujemy, po prostu w ciągu roku często robimy sobie drobne prezenty i stwarzamy okazje do świętowania.

Jednak Walentynki tuż tuż, więc przyznam się Wam do czegoś. Jestem romantyczką, tą z gatunku niepoprawnych. Nie trudno wycisnąć ze mnie łzy. Lubię książki o miłości, lubię romantyczne filmy czy piosenki. Główna oś jest zazwyczaj podobna.

On spotyka Ją.
Ona patrzy na Niego.
Miłość od pierwszego wejrzenia.
Zakochują się.
Pojawiają się przeszkody.
(Jedno z nich (zazwyczaj on) ma dużo gorszy status materialny/ Nagle pojawia się były mąż/ żona)
Odrobina dramatu i łez.
Happy End.

Ten rodzaj obejrzę (zazwyczaj), ale jako obraz w tle, podczas robienia czegoś przy komputerze, gotowania lub robienia kartek. Nie muszę wtedy cofać filmu, kiedy się zagapię, wyjdę lub włączę wyciąg na chwilę (nasz wyciąg zagłuszyłby nawet odrzutowiec). Są jednak filmy, do których już wróciłam i pewnie jeszcze kiedyś wrócę.


Czułe słówka - film o kilku różnych miłościach. Trudnej, dość toksycznej miłości matki do córki, miłości między dwójką młodych oraz o rodzącym się uczuciu między dojrzałą parą. Klasyk, warto go obejrzeć ze względu na wiarygodność, humor i emocje. No i ze względu na Jacka Nicholsona. Równie mocno polecam Stalowe Magnolie - przy tym filmie zaopatrzcie się w dużą paczkę chusteczek. Oglądałam go kilka lat temu w środku nocy kończąc dzikim szlochem i bólem głowy od płaczu.

PS. Kocham Cię - bardzo podobała mi się książka, film jest wspaniały. Wzruszam się już w pierwszych scenach, gdyż film zaczyna się dość nietypowo... Od pogrzebu męża głównej bohaterki Holly. Ale dalej jest tylko pozytywniej, miesiąc później, w dniu urodzin, Holly dostaje list od ukochanego. Film wywołuje uśmiech i wzrusza. Wszystko w pakiecie. 

Zaklęci w czasie - film o miłości z odrobiną fantastyki, ale ujętej w taki sposób, że odbiera się ją jak realną historię. Głowni bohaterowie to Henry, który cierpi na dziwną przypadłość przenoszenia się w czasie, oraz Clare, która poznaje go będąc małą dziewczynką właśnie podczas jednej z jego wycieczek w przeszłość. Pomysł wydaje się banalny, skopiowany, ale ujęcie jest dobre. Nie skupia się na podróżach w czasie, ale na uczuciu między bohaterami. Uwielbiam Rachel McAdams, więc ten film obejrzałabym nawet gdybym nie czytała jeszcze lepszej książki (którą znajdziecie pod dwoma tytułami: Zaklęci w czasie i Żona podróżnika w czasie). 


Mam też kilka ulubionych książek, w których miłość jest głównym tematem lub tłem. 

Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki - to historia wielkiej, niesamowicie toksycznej, denerwującej czytelnika miłości. Napisana piórem wybitnego Noblisty M.V. Llosy porywa czytelnika, powoduje milion myśli, każe się denerwować, wręcz wściekać, przelewa przez człowieka wiadra emocji, a chwilę później wzrusza. To chyba jedyna książka, do której mówiłam podczas czytania ;)

Marina - jeżeli nie czytaliście Cienia Wiatru Zafona to musicie to zrobić zaraz po przeczytaniu Mariny. Akcja rozgrywa się na malowniczych ulicach starej Barcelony, gdzie główny bohater Oscar wraz ze swą przyjaciółką, tytułową Mariną, próbuje rozwikłać zagadkę pewnej kobiety odwiedzającej bezimienny grób na cmentarzu. Książka dokładnie w stylu Zafona - tajemnica, trochę strachu i mroku oraz dwie równolegle toczące się historie - współczesna i ta z przeszłości. 

Love, Rosie - to książka, którą przeczytałam dwa tygodnie temu, po tym jak zobaczyłam zwiastun filmu. Bohaterami są Alex i Rosie - przyjaciele od czasów podstawówki. Książka to przekrój przez ich prawie całe życie. Momentami trochę naiwna, ale kupiły mnie relacje głównej bohaterki nie tyle z Alexem, co z rodzicami, córką i siostrą. Bardzo przyjemna lektura, choć nie wiem czy do niej wrócę bo jestem świeżo po to na pewno zobaczę film żeby skonfrontować swoje wyobrażenia z obrazem reżysera.

Wiecie już co obejrzeć w Walentynki, co przeczytać, a na koniec "walentynkowe" piosenki, do których mam wielki sentyment.





A Wy lubicie filmy lub książki z wątkiem miłosnym? Jeżeli tak to jakie tytuły należą do Waszych ulubionych?

Ściskam mocno,
Agafia

2/08/2015

Jak uporządkować przepisy kulinarne?

Jak uporządkować przepisy kulinarne?
przepiśnik

Też macie z tym problem? U mnie, poza serią dwudziestu dwóch książek kucharskich, jest trochę magazynów i mnóstwo przepisów na luźnych kartkach: wydrukowanych, wyciętych z czasopism, gazetek lidlowych i biedronkowych. Tonę w nich. 

cook books

Już dawno temu zrobiłam przepiśnik, czyli zwykły zeszyt ozdobiony papierem w grochy i opatrzony tematyczną grafiką. Niestety jest niepraktyczny w użyciu, zamyka się podczas gotowania. Wygodniejszy jest przepiśnik, który przygotowałam kiedyś w ramach wymiany dla O.M. z Szarobure i pstrokate. Mimo to taka forma jest niefunkcjonalna w małej kuchni - zajmuje za dużo miejsca na blacie. Ewidentnie powinnam zaopatrzyć się w specjalny stojak do książek. 

przepisy

Tymczasem zaopatrzyłam się w stojący przepiśnik. Był tak tani, że grzechem byłoby go nie kupić. Nie zamyka się, nie zajmuje cennej przestrzeni na blacie. 

cook book

Posiada wygodny podział na pięć kategorii: 
  • przekąski, sałatki i sosy
  • zupy, dania jednogarnkowe
  • dania główne
  • desery, ciasta, ciasteczka
  • napoje, koktajle i przetwory

Plus kategorię dobre rady z kuchennymi przelicznikami, częściami wieprzka, wołu, piramidą żywienia i mnóstwem innych pierdół. W każdym dziale jest już jeden, przykładowy przepis, jednak łącznie jest ponad 200 pustych stron na własne.

muffiny czekoladowe

notes na przepisy

Zamierzam uzupełnić brulion o przepisy często przeze mnie wykorzystywane, a w tej chwili rozsiane na setkach kartek. Na pewno będzie łatwiej coś znaleźć, a przy okazji urozmaicić gotowanie. Łatwiej wrócić do jakiegoś obiadu, jeżeli wiemy gdzie znajdziemy na niego przepis.

Ale... Jest też rozwiązanie na te setki kartek i gazetek. Najprostszą odpowiedzią jest segregator. Plus za brak zabawy w przepisywanie. Minus - rozłożony zajmuje sporo miejsca, dlatego najwygodniej umieścić przepisy w foliowych koszulkach i do kucharzenia wyciągać jedną konkretną.

Źródło: Pinterest / myboysdonteatpasta.blogspot.com 

Drugi sposób to osobne teczki z odpowiednimi etykietami. Pozwolą okiełznać luźne kartki, ale chyba mimo wszystko rozwiązanie nie jest aż tak praktyczne. Wolę sposób powyżej.

Źródło: Pinterest / Itsoverflowing.com

Można też poświęcić trochę więcej czasu i zamiast przepiśnika stworzyć ładne pudełko lub skrzynkę na przepisy. Macie w domu metalowe pudełko? Wystarczy je przemalować. Drewniana skrzynka, szkatułka, a nawet plastikowe pudełko.... Mała metamorfoza i mamy miejsce na przepisy. Niestety do pudełka musimy dopasować wszystkie przepisy wielkością, najładniej będą wyglądały na identycznych kartkach, ale efekt jest genialny. Oprócz praktycznego zbioru przepisów mamy dekorację na kuchenny blat, półkę czy barek. Zobaczcie sami...

Źródło: Pinterest / southernweddingshop.com

Źródło: Pinterest / thewoodgraincottage.com
  
Źródło: Pinterest / etsy.com

Źródło: Pinterest / jill031070.blogspot.com

Źródło: Pinterest / craft-o-maniac.com


Mnie najbardziej urzekła ostatnia skrzynka i myślę, że łatwiej ją wykonać niż turkusowo - brązowe pudełko, które swoja drogą też mi się podoba. Niestety kartonowe pudełko może w kuchni zginąć śmiercią naturalną. Szlag by mnie trafił, gdybym po kilku godzinach pracy nad nim postawiła je na przykład na mokrym blacie i w ten sposób zniszczyła. Z drewnem, metalem i plastikiem tego problemu nie będzie.

A Wy jakie macie sposoby na uporządkowanie przepisów? 
Sięgacie do książek kucharskich i przepisów na kartkach czy wolicie pomoc wujka google? 

Ja nie przepadam za gotowaniem z ekranu laptopa, więc każdy przepis, który znajdę w sieci przepisuję na luźną kartkę (stąd bałagan!) lub drukuję. Organizacja konieczna.

Udanego popołudnia, ja zabieram się za porządkowanie mojego zbioru.

Agafia

PS: Jeżeli macie wolne trzy minuty to odpowiedzcie na pytania w mojej ankiecie.

Ankieta

Copyright © 2016 Agafia J , Blogger