10/19/2015

Domowe biuro

Domowe biuro
Już dawno temu pokazałam na Instagramie stare biurko, które zdobyli dla mnie M. i Tata. W sumie to już drugie biurko, które dla mnie "zdobyli". Pierwsze, bardzo podobne odstawili do magazynu, a mój brat stwierdził, że to kolejna rzecz przeznaczona do wyrzucenia na śmietnik, więc połamał je na części, aby zabierało mniej miejsca! Na szczęście biurek było więcej :)



10/11/2015

Kitchen is my paradise.

Kitchen is my paradise.
Kochani jesteście! Upominacie się o kolejnego posta, o zdjęcia kuchni z każdej strony, z dodatkami. O to żebym pisała więcej i częściej. I piszecie do mnie, choć ja wypadłam z Internetowego życia dwa miesiące temu i w tym czasie komputer włączyłam może z cztery razy. 

Bez reszty pochłonął mnie wielki projekt i poświęciłam mu cały swój czas poza ośmioma godzinami pracy na etacie. Jeszcze trochę i podzielę się z Wami jakimś szczegółem, więc obserwujcie mnie - tutaj, na facebook'u i Instagramie. Tym razem nie zamierzam znikać, bo blog na pewno połączy się trochę z wielkim projektem.

Tymczasem, nie przedłużając, pokażę Wam jak wygląda nasza kuchnia po czterech miesiącach intensywnego używania.

kuchnia skandynawska

8/01/2015

Domowy ogród.

Domowy ogród.
Ostatnio mało mnie w sieci, ale po co spędzać czas przed komputerem, kiedy można go spożytkować w ogrodzie?!

Babcia i Mama zawsze mówiły, że kiedy będę miała swój ogród to nie będzie w nim nic poza chwastami i słomą jako pozostałością po moim słomianym zapale. Od marca  (czyli od momentu, kiedy posiadamy ogród) do czerwca tylko się w tym utwierdziły. Sąsiedzi, którzy przez płot zerkają na nasz zarośnięty, już prawdziwie tajemniczy, ogród jeszcze miesiąc temu poparliby Je całymi sobą. Trawa sięgała kolan, chwasty rosły na potęgę, a mlecze przy tym całym chwastowisku wyglądały jak róże... Ale w końcu nadszedł ten dzień, kiedy M. odpalił kosiarkę, ja chwyciłam sekator i.... odkryłam, że ogrodnictwo daje mi dużo radości. 

Fakt, ogród dalej wygląda dość dziko. Praca żmudna, efekty marne mimo ogromu włożonego wysiłku. Ale tak czy siak jestem zafascynowana. Im więcej robię tym więcej mam energii, a ogród pomalutku zaczyna się odwdzięczać.

Ta - dam!

Mam pierwsze pomidory!


6/26/2015

Jak przemalować meble kuchenne?

Jak przemalować meble kuchenne?
Wpisując w google hasło "Jak przemalować meble kuchenne" po wciśnięciu klawisza enter w 0,39 sekundy wyskoczyło mi 64 700 wyników. Po dzisiejszym poście będzie ich 64 701, ale ponieważ dostaję od Was pytania na maila, pod zdjęciami na Instagramie, a także tutaj i na FanPage'u, dlatego postanowiłam stworzyć kolejny poradnik.

Nie obiecuję cudów i przed częścią z Was nie odkryję Ameryki, ale efekt który uzyskaliśmy bardzo mnie cieszy, jest estetyczny i doceniany przez rodzinę oraz znajomych, dlatego chętnie się z Wami podzielę zdobytą wiedzą.

Mam nadzieję, że Ci, którzy czytali poprzednie posty nie są załamani, że znów będzie o kuchni. Nasza przeszła wielką metamorfozę, której dokonaliśmy prawie w całości sami. Pomalowaliśmy meble dając im drugie życie i o tym jak to zrobiliśmy będzie dzisiejszy post.


6/12/2015

Kuchenne dodatki.

Kuchenne dodatki.
Dziękuję Wam za tak pozytywny odbiór przerobionej przez nas kuchni! Za każde pozostawione słowo tutaj, na facebooku i Instagramie. Cieszą mnie niezmiernie i pokazuję, że malowanie mebli było dobrym pomysłem :) Żadne z opublikowanych przeze mnie do tej pory zdjęć nie miało takiej popularności jak before & after kuchni w nowym mieszkaniu. Sporo Was pyta o techniczne aspekty malowania, dlatego w przyszłym tygodniu pojawi się post "jak przemalować meble". Na pewno nie pierwszy w sieci, ale skoro są pytania to pojawi się odpowiedź :)


6/08/2015

Z cyklu przed i po - kuchnia.

Z cyklu przed i po - kuchnia.
Nie miałam ostatnio serca i weny do pisania. Niejednokrotnie siadałam do komputera z myślą, że w końcu coś opublikuję... Dokładnie 4 tygodnie i 1 dzień temu napisałam tutaj kilka akapitów, dziś już nieaktualnych. W międzyczasie kilka razy edytowałam post, ale życie jest dość dynamiczne, dlatego dziś edytuję po raz kolejny i skończę dopiero w momencie kiedy kliknę "opublikuj". Od kwietnia żyję "prawie" off-line, zapomniałam o komputerze, o sprawdzaniu konta mailowego, oduczyłam się surfowania po sieci w poszukiwaniu niczego. Jedyne miejsce w jakim się udziela(ła)m to Instagram, bo telefon mam zawsze pod ręką i w miarę regularnie odwiedza(ła)m ulubione blogi, choć nie zostawiam komentarzy, bo pisanie na telefonie doprowadza mnie do szału. Z jednej strony bardzo brakuje mi blogosfery, Waszych odwiedzin i komentarzy(dziękuję tym, którzy zaglądali tu pod moją nieobecność), a z drugiej cieszę się, że oduczyłam się włączać komputer po przyjściu do domu. Teraz muszę znaleźć ten idealny punkt pomiędzy.

Od ostatniego wpisu w życiu wydarzyło się sporo, choć prawdopodobnie nie więcej niż u Was. Remont ciągnie się... hmmm, jedyne określenie jakie przychodzi mi na myśl, a ponadto odpowiednio odda charakter to remont ciągnie się jak smród po gaciach. Na początku wydawało nam się, że to kwestia dwóch tygodni, ewentualnie do majówki, jeżeli pozwolimy sobie na wolne tempo. W międzyczasie wyznaczyliśmy "deadline" na drugą rocznicę ślubu, którą obchodziliśmy dokładnie dwa tygodnie temu. Kolejnym terminem była czerwcówka, a my nadal jesteśmy w polu, choć nareszcie mogę powiedzieć, że widzimy jego koniec. Orka wkrótce się skończy!

Kiedy zaczęliśmy rozkręcać się z remontem, a dokładniej z czyszczeniem mebli kuchennych do szpitala trafiła moja Babcia i leży w nim już równo siedem tygodni. Sporo godzin przesiedzieliśmy na OIOM-ie i nieodkrywczo stwierdzam, że rodzina to skarb. W pierwszych dniach, kiedy stan Babci był bardzo poważny siedzieliśmy na korytarzu od rana do późnych godzin nocnych organizując dyżury, aby w razie niechcianych sytuacji ktoś z nas był na miejscu i mógł powiadomić resztę. I rozumiem jak ciężko musi być komuś, komu nie dość, że wali się świat to przesiaduje sam, godzinami na szpitalnym korytarzu. My tak nie mamy - tata ma szóstkę rodzeństwa, każde ma męża / żonę, dzieci, a nawet wnuki. Jest nas pokaźna gromadka, z którą uwielbiam spędzać święta, celebrować śluby, urodziny lub spotykać się bez okazji. Jednak największą siłę rodziny czuję w tych trudnych chwilach. Smutne okazje, przykre sytuacje czy rzucane przez życie kłody raczej nas jednoczą. W tych momentach nie liczy się nic innego - nie ma popołudniowych zajęć, nieistotne, że leci ulubiony serial, kupiło się świetną książkę lub trzeba przescrollować Facebooka i kwejka, gry też mogą zaczekać. Zatrzymujemy się, poprawiamy naszą piramidę wartości. Na co dzień ciężko znaleźć chwilę na spotkanie, ale kiedy Babcia trafiła do szpitala nagle każdy porzucił swoje obowiązki, a świat, mimo obaw, się nie zawalił. Z babcią lepiej, a pokonać sepsę w Jej wieku to nie lada wyczyn. Niestety nie obyło się bez komplikacji, skutków ubocznych, ale wierzę, że będzie dobrze. Babcia jest już wybudzona, nareszcie bez mnóstwa rurek i z dobrym humorem, a to nas najbardziej cieszy.

Ale wracając do tego co Was powinno zainteresować, a na pewno ciekawi tych, którzy komentują moje zdjęcia na Instagramie - do kuchni możemy się wprowadzać. Szafki są białe, a ja jestem zachwycona efektem końcowym. Serce domu zmieniło się kolosalnie - jest większe, jaśniejsze, przestronniejsze i ładniejsze. Ale od początku....

W pakiecie z nową kuchnią dostaliśmy meble kuchenne. Jeśli ktoś z Was zatrzymał się na tym, że zamawiamy nowe meble u stolarza (taki był plan) to w poprzednim poście pisałam o tym, że postanowiliśmy odświeżyć stare. Są porządne, drewniane, ale nie w naszym stylu. Potrzebują nowej szaty podobnie jak sama kuchnia, która od lat nie była remontowana, a jedynie malowana.

Kitchen before

4/13/2015

Klucze do nowego mieszkania.

Klucze do nowego mieszkania.
Święta rozłożyły mnie na łopatki fundując jedną z odmian grypy, która przeciągnęła się w dwutygodniowe zwolnienie po nocnej wizycie na pogotowiu. Cały tydzień nie miałam siły i ochoty na jakiekolwiek interakcje internetowe - blog pozostawiony sobie, podobnie ze stroną na Facebook'u czy nawet Instagramem, choć zrobienie kilku ujęć telefonem nie wymaga specjalnych mocy. Ale koniec obijania się, wracam do bloga szczególnie, że mam o czym pisać - od końcówki marca mamy nowe mieszkanie.

nowe mieszkanie


To również przyczyna, dlaczego ostatni post pojawił się 27 marca. Planowaliśmy, robiliśmy zakupy, sprzątaliśmy i marzyliśmy. Nasze główne koncepcje pozostają bez zmian (z jednym wyjątkiem, ale o tym zaraz!), część pomysłów się klaruje, ale najfajniejsze jest to, że razem z M. mamy wspólną wizję.

Pisałam Wam o moich dylematach odnośnie kuchni, a jakiś czas później wspomniałam o konkretnych planach wobec tego pomieszczenia. Rozwinęłam temat inspiracji łazienkowych, przemyślałam sypialnię, zawędrowałam nawet do ogrodu, ale pominęłam pokój dzienny, czyli miejsce, w którym najpewniej będziemy spędzać większość czasu. Nie uwzględniłam salonu nie tylko w planach i przemyśleniach, ale również w budżecie. Prawdopodobnie dlatego, że pokój planujemy tylko przemalować, a wyposażenie już prawie mamy - od rodziców dostaliśmy kanapę, stół i krzesła. Mamy stolik z palety, który darzę sentymentem, bo jest świątecznym prezentem od M. Brakuje nam  jedynie witryny lub (i) komody, w której znajdą swoje miejsce serwetki, obrusy, świeczki, cała sterta gier planszowych i karcianych, część ceramiki, kieliszki oraz sporo innych rzeczy. To nie taki duży wydatek w porównaniu do całej zabudowy kuchni i właśnie do tego sprowadza się dzisiejszy post... Podjęliśmy decyzję, mam nadzieję mądrą, że na razie nie wymienimy mebli kuchennych. Dlaczego porzuciłam myśl o wymarzonej kuchni, o której myślę, mówię i piszę od pół roku?

Pierwsza rzecz to fakt, że zabudowa, która czeka na nas w naszej nowej kuchni (a starej kuchni rodziców) jest zrobiona na wymiar u stolarza i jest w całości wykonana z drewna. Główny układ planowaliśmy zostawić zmieniając jedynie szerokości niektórych szafek, przemieszczając piekarnik spod płyty na wysokość  blatu itd. itp. Zmiany były na tyle duże, że nie pozwalały na przerobienie tych mebli pod mój wymarzony układ, a może nie tyle, że nie pozwalały, ale mijały się z celem, bo w podobnej cenie mieliśmy mieć nowe meble. Poza tym w tej chwili mam białą kuchnię i przy tym kolorze chciałabym zostać. Ciągle zastanawiałam się nad przemalowaniem mebli, a M. zachęcał mnie dwoma hasłami "będziesz miała temat na bloga" & "za zaoszczędzone pieniądze pojedziemy na wakacje". Myśl o zaoszczędzeniu sporej kwoty kusiła. No i podjęliśmy decyzję, do której przyczyniły się dwie blogerki i ich połówki. Pierwsza to Lu z Enjoy Your Home, która na swoim blogu pokazała tak niesamowitą metamorfozę 25 metrów kwadratowych w bloku i tym samym przypomniała mi jak wiele rzeczy można zrobić samemu dużym nakładem pracy, ale za to niższym kosztem. Wspólna praca nie tylko przyniesie nam doświadczenie z branży remontowo - budowlanej (bezcenne!), ale będzie źródłem wielu wspomnień, radości, kłótni ;) aby w rezultacie wzmocnić nasz związek. Podziwiając Lu i Szarlatana dalej miałam nieco obiekcji, pewnie częściowo ze względu na wygodę i niechęć porzucenia wymarzonego, dopracowanego na tip top projektu.

Ostatecznym impulsem był post, który przed świętami opublikowała Ali z bloga Kolorowe marzenia Ali ukazując w nim nowe oblicze kuchni - z przemalowanymi szafkami. Byliśmy akurat w trakcie dyskusji, kiedy zajrzałam na Jej bloga. Ta kolosalna zmiana wnętrza i nadanie mu zupełnie nowego charakteru oraz świeżości poprzez przemalowanie mebli i płytek utwierdziła nas w podjętej decyzji.

Tak wyglądała nowa kuchnia w sobotę, kiedy M. zabrał się za odkręcanie mebli. Kapnęłam się, że nie mam żadnych zdjęć ze stanu obecnego, dlatego na szybko zatrzymałam kilka ujęć telefonem.

przed i po

Co będziemy robić? Zmienimy płytki oraz podłogę. Przemalujemy meble i ściany. Wymienimy parapet, blat i zlew, kuchenkę na płytę i piekarnik (z obecnego mieszkania). Na koniec maźniemy kawałek ściany farbą tablicową, wymienimy uchwyty, a na parapecie ustawimy mnóstwo doniczek z ziołami. Będziemy zmęczeni, ale szczęśliwi. Dobry plan? 

Uściski,
Agafia

3/27/2015

Tajemniczy ogród

Tajemniczy ogród
Kiedy zaczęłam pisać ten post był pierwszy dzień astronomicznej wiosny, czyli zeszły piątek. Niestety nim go skończyłam - zasnęłam. Cały weekend uczestniczyliśmy w przeprowadzce rodziców, potem zaczął się tydzień roboczy i tak oto znów mamy piątek.

Do dzisiejszego tematu zainspirowało mnie świecące za oknem słońce (tak było tydzień temu, bo dziś jest szaro, buro i ponuro) oraz niezwykłe zjawiska atmosferyczne zeszłego tygodnia. Pewnie większość z Was oglądała zaćmienie słońca, a kto widział zorzę polarną?? Otóż ja! 

Sytuacja z zeszłego wtorku. Wychodzimy w czwórkę z domu rodziców, jest około 21.30. Patrzę na zieloną łunę na niebie i trochę z niedowierzaniem mówię:
- Zorza polarna?
M i Mama: Nie, no gdzie... To światła z sąsiedniej wioski. 
Ja: Zielone?
M i M: Wydaje Ci się...
Następnego dnia rano zadzwonił do mnie Tata, TVN24 w porannych wiadomościach potwierdził naszą teorię.

Natchniona zaczęłam myśleć o ogrodzie. O oazie, do której ucieknę po męczącym dniu w pracy, o miejscu, do którego zaprosimy przyjaciół i rodzinę na grilla. O ogrodzie z ziołami, tulipanami i lawendą. O wygodnym zestawie wypoczynkowym, na którym leżąc będę łapała promienie słoneczne.

Nie mam dokładnego planu, mam jednak zapał, mnóstwo pomysłów i trochę inspiracji odnalezionych na Pinterest. Mam też kilka całkowicie różnych wizji.

Oglądaliście lub czytaliście Tajemniczy Ogród? Ogród, który odkryła Mary Lennox był moim marzeniem od dzieciństwa. Lekko spróchniała huśtawka, stare drzewa, mury nadszarpnięte zębem czasu, nieokiełznane krzaki róży i skrzypiąca furtka... 


Źródło: Pinterest / studioview.tumblr.com

Źródło: Pinterest / thegoodstuffguide.com

Źródło: Pinterest / gardener.ru

Źródło: Pinterest / finegardening.com

Niestety na taki ogród trzeba mieć ogromny metraż, a zamiast domu przynajmniej jakiś niewielki pałac - całość musi przecież spójnie wyglądać.

Druga wizja to sielski, wiejski ogródek, w którym nie ma równych rabat z kwiatkami, przyciętych na kształt zwierząt krzaczków, a są grządki z warzywami, a przynajmniej ziołami. 

Źródło: Pinterest / providenceltddesign.com

Źródło: Pinterest / etsy.com

Źródło: Pinterest / unpolished-life.blogspot.com

W naszym wymarzonym ogrodzie nie zabraknie lawendy, tulipanów, szafirków, goździków brodatych. Kupiłam już nasiona smagliczki nadmorskiej, celozji pierzastej, groszku pachnącego i żagwinu.

Źródło: Pinterest / hgtv.com

Źródło: Pinterest / hgtv.com

Źródło: Pinterest / burpee.com

 
Źródło: Pinterest / segretofinishes.com

Od czego zacząć? Od zakupu sprzętu ogrodniczego. Niestety ciężko zrobić w ogrodzie cokolwiek bez łopatki, na pewno przyda się sekator i kilka innych rzeczy. A skoro mam nabyć nowe rzeczy to czemu nie kupić ładniejszych niż standardowe zielone z drewnianą rączką? Znalazłam kilka tak ślicznych zestawów, że zastanawiam się czy nie żal byłoby je wybrudzić ziemią ;)




Nie zdecydowałam się jeszcze na nic poza zakupem miętowej konewki w Ikei. W przyszłym tygodniu nadrobię zaległości, bo do ogrodu zamierzam wkroczyć dopiero po świętach. W ten weekend zamierzamy malować nowe mieszkanie, a przynajmniej wybrać kolory.

A Wy rozpoczęliście już prace porządkowe w ogrodach i na balkonie? Roślinki i zioła zasiane?

Uściski,
Agafia

Copyright © 2016 Agafia J , Blogger