10/21/2013

O roślinkach i muffinkach.

O roślinkach i muffinkach.
Witajcie,

bardzo mi miło, że poprzedni post miał tak pozytywny odbiór :) Dziękuję za komentarze, za odwiedziny nowych osób i za to, że licznik codziennie nabija nowe odwiedziny. To dla mnie duży impuls żeby pisać dalej.


Już wkrótce, mam nadzieję, że jeszcze w tym tygodniu, pokażę zakątek w mieszkaniu szumnie nazywany kuchnią :) Tymczasem post, który miał się tutaj pojawić w sobotę, ale wpadłam w wir prac porządkowych i nie zdążyłam go napisać :)

Uwielbiam sobotnie poranki, kiedy uda mi się zwlec z łóżka o świcie, jeszcze przed M. Lubię ciszę panującą dookoła. Lubię fakt, że przede mną długi dzień. Lubię szybko posprzątać i cieszyć się ładem oraz spokojem. Generalnie: lubię soboty. W ostatnią miałam dodatkowy bodziec do działania. Mimo oszronionych dachów na niebie świeciło słońce! (W przeciwieństwie do dzisiaj - idąc do pracy moje buty przemokły od spodu i od góry...)
Wykorzystałam ładną pogodę i zrobiłam trochę zdjęć.
Mamy nowego lokatora - Pana Wrzosa. Nie rośnie w górę tylko w bok ;) Chyba ciągnie do słońca.


Zioła, które pokazywałam tutaj [KLIK] przeszły małą zmianę. Niestety nie przetrwały naszego urlopu. I wbrew Waszym podejrzeniom nie uschły... Zgniły od nadmiaru wody :) Dlatego rukolę siałam po raz drugi, na szczęście rośnie błyskawicznie.  


No i pora na sekret. Nie zdradzałam Wam jeszcze, że znajomi kojarzą nas i nasze cztery kąty z jedzeniem... Nie dlatego, że wyglądamy jak pączki. Jeszcze nie ;) Po prostu kiedy zapraszamy przyjaciół staramy się przyrządzić coś nowego i ciekawego. Oboje uwielbiamy gotować (stąd ilość przypraw). Ja dodatkowo jestem kojarzona z babeczkami - były częścią weekendu.


Tym razem czekoladowe z powidłami  borówkowo - gruszkowymi domowej roboty.




W tle zdjęć mój przepiśnik. Stworzyłam go dawno, dawno temu, ale chyba nie było okazji zaprezentować go wcześniej.



Wyszedł post wielotematyczny :)

pozdrawiam i do przeczytania wkrótce!

A.


10/13/2013

W mojej kuchni - część 1.

W mojej kuchni - część 1.
Witajcie!

Na początku dziękuję za odwiedziny, za nowych obserwatorów oraz za komentarze - wyczekuję ich z niecierpliwością, są jedną z najmilszych części blogowania. Dziękuję :*

Dziś nareszcie będzie o naszym mieszkaniu. Wszystko dlatego, że jesień nastraja mnie pozytywnie, szczególnie taka ciepła, złota, polska jesień jaką cieszyliśmy się w minionym tygodniu.

Z tej okazji pokażę Wam to, co chciałam zaprezentować już dawno - fragment naszej kuchni. Tak, tak - zacznę od małych fragmentów, na całość trzeba będzie poczekać :) Mam nadzieję, że "zapowiedź" się Wam spodoba.

Kuchnia jest w naszym mieszkaniu miejscem chyba najważniejszym. Pracowaliśmy nad nią najdłużej. Najpierw była tylko wnęką naprzeciw drzwi wejściowych. W drugim etapie była pomalowaną na biało wnęką naprzeciw drzwi wejściowych. W trzecim etapie przyjechał do nas stolarz z meblami. Byłam dość mocno zaniepokojona, gdyż M. akceptował ostateczny projekt beze mnie i kolory też wybierał sam. Wiedział, że moim marzeniem będzie biel połączona z drewnem. Kiedy powiedział, że drewno jest oliwkowe nie wiedziałam co myśleć, ale efekt przerósł moje oczekiwania. Wszystko wyszło idealnie i  mogliśmy przystąpić do kolejnego etapu - wyposażania i dekorowania.

Jednym z pierwszych kroków były półki na przyprawy. Lubimy gotować, więc pod ręką musimy mieć plejadę ziół. Mieliśmy już słoiki, a biegając po Ikei w jednej z aranżacji dostrzegliśmy półkę stworzoną do przypraw. Oto ona:

zdjęcie z ikea.pl

Oczywiście zaaranżowana ikeowska kuchnia, w której wisiała półka była doskonale "oskubana" przez klientów z etykiet przy produktach. Nasza tajemnicza półka również nie miała nazwy, ceny czy lokalizacji. Ale logicznie stwierdziliśmy - będzie w dziale z półkami. Zeszliśmy na parter - półki nie było. Przeszliśmy do przechowywania, następnie do kuchni. Brak oczekiwanego rezultatu zmusił nas do powrotu na piętro do kuchni. Dwa razy zrezygnowani doszliśmy do kas, ale chęć posiadania półek była większa. Oczywiście próbowaliśmy wytłumaczyć obsłudze o co nam chodzi, jedną z Pań zabraliśmy nawet do kuchni z półką i nic... Aż w końcu dowiedzieliśmy się, że półki znajdziemy w dziale dekoracje. Tak! Nasza półka to podstawka pod ramkę, ale perfekcyjnie pasuje do pojemników na przyprawy.




Miejsca na półkach brakuje, a ponieważ wróciliśmy z wakacji z nową porcją przypraw musimy kupić kolejną "podstawkę do ramki". 
Dziękuję jeżeli dotarliście do końca :)

Pozdrawiam,
Agafia.



10/10/2013

Kulinarnie - szpinakowe tartaletki.

Kulinarnie - szpinakowe tartaletki.
Witajcie!

Miałam dzisiaj napisać o Krecie, ale zabrakło mi weny, dlatego będzie o szpinaku.

Uwielbiam szpinak! Pamiętam jak przyrządziłam go po raz pierwszy - był paskudny, ale okazało się, że za bardzo oszczędzałam na...  soli. Dziś szpinak jest dla mnie rozwiązaniem na nakarmienie niezapowiedzianych gości, nakarmienie tłumu zapowiedzianych gości, a także ciekawą alternatywą na wszystkie imprezy "z dala od stołu". Co z nim robię?

Po pierwsze: przygotowują "masę" szpinakową. Szpinak (zazwyczaj mrożony) wrzucam na patelnię, posypuję solą, pieprzem ziołowym, papryką ostrą i słodką. Dodaję posiekany lub wyciśnięty czosnek. Kiedy szpinak jest rozmrożony wlewam rozbełtane jajko. Aby urozmaicić smak i potrawę dodaję gyros z kurczaka lub fetę - pokrojoną w kostkę albo rozgniecioną w całej masie. Druga opcja jest wygodniejsza, bo nie trzeba kroić fety.

Tak przygotowaną masę stosuję jako samodzielny dodatek, pastę na kanapki lub w moich ukochanych tartaletkach.

Szpinakowe tartaletki



Arkusz ciasta francuskiego kroimy na 12 prostokątów. Umieszczamy je (razem z papierem) w zagłębieniu formy na muffinki, a następnie wypełniamy masą szpinakową.




Nie macie formy na muffinki? Wystarczy zwyczajna blacha. Ciasto francuskie kroję wtedy na 24 mniejsze kwadraty. Na środek każdego kawałka kładę łyżeczkę masy szpinakowej, po czym łapię rogi, zawijam je do środka i sklejam. Jeśli nie wychodzi to można też lekko zagiąć boki. Tartaletki piekę przez około 15 minut w piekarniku z termoobiegiem, temp. 180 st.C.







Smacznego i do przeczytania... mam nadzieję w weekend.

Agafia

10/06/2013

Jak szybko mija czas...

Dziś będzie inaczej, bardziej jesiennie...

Poprzedni post opublikowałam przed wyjazdem na wakacje... Urlop był wspaniały, słoneczny... Wróciliśmy równo tydzień temu, opaleni, zadowoleni, z walizkami wypchanymi ziołami, rakiją, ceramiką i... piaskiem ;)

Niestety ostatni tydzień był dla mnie bardzo, bardzo smutny i mimo braku zajęć, wielkiej bezczynności trwał niesamowicie długo, a zarazem okropnie krótko... Filozoficznie i zawile się tutaj zrobiło.

Dlatego żeby zakończyć radośnie i klarownie - kilka godzin temu zostałam ciocią! :)

A.

9/15/2013

Na zielono.

Na zielono.
Witajcie!

już niedziela! Cieszę się bardzo, gdyż w środę wieczorem zaczynamy urlop i wyjeżdżamy na wymarzone wakacje, które będą równocześnie naszą podróżą poślubną. Po raz kolejny opuszczę blogowy świat, ale wrócę z tysiącem słonecznych zdjęć.

Skoro już nawiązałam do zdjęć... Od kilku miesięcy głównym obiektem uwiecznianym na fotografiach jest nasze mieszkanie. Jako obraz zastygają detale, potrawy szykowane w kuchni, wszelkie elementy dekoracyjne,  widoki z okna i wiele, wiele innych. Tylko ciągle brakuje mi śmiałości, aby to wszystko Wam pokazać, odsłonić przed światem...

Dziś, przełamując lody, pokażę jak zazieleniałam nasze mieszkanie w zeszłą sobotę. Jeszcze zanim zamieszkaliśmy razem obiecałam sobie, że będziemy mieli doniczki z ziołami. W jednym z supermarketów kupiłam krzaczki: miętę, innym razem bazylię i kolendrę. Dziś nie ma żadnego z nich - padły w ekspresowym tempie. Ale na początku lipca dostałam w prezencie krzaczek mięty - wyrwany świeżo z ogródka. Najpierw stał u nas w ogrodzie, dość zapomniany... Dwa tygodnie temu kupiliśmy worek ziemi i jak tylko nabrała urzędowej mocy zabrałam się za przesadzanie. Nie obiecując sobie wiele zasiałam jeszcze oregano, bazylię i rukolę.

Przygotowania - jest plan!

Przesadzona mięta.

W dużej donicze rukola, w średniej mięta, a w małej bazylia i oregano.
Skoro były doniczki to dodałam im "tabliczki"... Wystarczyły nożyczki, kawałek papieru, taśma, wykałaczki.




Zioła zasiałam właściwie w ramach eksperymentu, nie spodziewając się efektów, ale ku mej uciesze już w poniedziałek miałam niespodziankę - rukola wystrzeliła jak szalona. Za nią podążyły bazylia i oregano.







Chodzę dumna, podlewam regularnie i martwię się jak sobie poradzą beze mnie przed 1,5 tygodnia... Mam nadzieję, że babcia się nimi odpowiednio zajmie....

Pozdrawiam i życzę udanej niedzieli. Tymczasem ja pędzę do kuchni szykować pyszności na obiad - zaprosiliśmy dziś komplet rodziców :)

Agafia

9/11/2013

Wymiana z kołem - część II.

Wymiana z kołem - część II.
Witajcie,

ostatnio pokazałam prezent, który przygotowałam dla Poohatki w ramach wymiany "koło" na forum Craftladies. Oglądałyście go tutaj --> KLIK.

Dziś pochwalę się przepięknym podarunkiem, jaki dotarł do mnie od Jóśki KLIK. Jóśka to mistrzyni szydełka (i nie tylko). Kiedy otworzyłam przesyłkę, z koperty wysypał się ogrom misternej pracy.


Otrzymałam sześć podkładek pod kubki / szklanki w soczystym, turkusowym kolorze. Idealnie komponują się z moimi podkładkami pod talerze.


Oprócz tego Jóśka uraczyła mnie śliczną bransoletką... Za węże zabierałam się już wiele razy, ostatnio chyba się nawet nauczyłam je robić... Ale nadal żadnego nie zrobiłam... Wąż, który do mnie dotarł ma delikatny turkusowo - miętowy kolor.... Idealnie pasuje do zakupionych niedawno kolczyków.


Niespodziankom nie było końca - jak widzicie na zdjęciach - dostałam jeszcze portfelik na drobne, co rozwiązało mój problem odwracania portfela "do góry nogami" i wyrzucania wszystkich drobnych na ladę...


Jóśka, raz jeszcze dziękuję za prezent - jest cudny!


Pozdrawiam,
Agafia

9/09/2013

Wymiana z kołem...

Wymiana z kołem...
Witajcie!

Siedzę przykurczona pod kocem, popijam ulubioną (karmelową) herbatę z miodem i czekam, aż M. wróci z pracy. Mieszkanie ogarnięte, zapach obiadu unosi się w powietrzu, a na stole czeka dzban czarnej herbaty z dwiema łyżkami cukru i sokiem z połówki cytryny - znak, że zaczęły się szare, jesienne wieczory.

Herbatę pijam w dużych ilościach, dlatego mam w domu kilka kompletów podstawek. Ostatnio, w ramach wymiany na forum Craftladies, zostałam właścicielką kolejnego, uroczego (i niebieskiego!) zestawu, ale o tym w następnym poście. A co ja podarowałam mojej wymiankowej Craftce - Poohatce?

Tematem wymiany było "koło". Możliwości różne, interpretacja też. Po analizie bloga Poohatki (aby poznać ulubioną kolorystykę), a także Jej postów na forum Craftladies zdecydowałam się na okrągłe podstawki pod kubki z motywem kółek. Tak, tak - podarowałam podkładki i dostałam podkładki.



Do podstawek dołączyłam ramkę na kolczyki. Poohata pisała w swoich preferencjach, że chętnie przygarnie ekspozytor na kolczyki, a ponieważ gustuje w wiszących ozdobach stworzyłam coś co ma ułatwić ich przechowywanie.



Motyw koła jest trochę naciągnięty ;) A wszystko przez to, że skupiłam się na kolorystyce i dopiero kiedy przykleiłam serwetkę uświadomiłam sobie swoją pomyłkę. Ale kół ramka ma aż 6. To haczyki, do których przymocowany jest sznurek. Użyłam sznurka konopnego, z nadzieją, że kolczyki nie będą się na nim przesuwać. Mam nadzieję, że zda egzamin...



Upominek zapakowałam w kartonik, obsypałam papierowymi paskami i poszedł w świat :)

Udanego, słonecznego wtorku,

Agafia

8/18/2013

Jak uporządkowałam biżuterię - DIY.

Jak uporządkowałam biżuterię - DIY.
Witajcie w niedzielne, (nie)leniwe popołudnie!

Macie bałagan w biżuterii? Pewnie nie... Ja miałam do dziś.


Nie wiem czy pamiętacie, ale zrobiłam kiedyś szkatułkę - tutaj KLIK ją pokazywałam. Wrzuciłam do niej kolczyki, pierścionki, łańcuszki i egzystowały do dziś poplątane... Najgorsze było znalezienie dwóch takich samych kolczyków o 6.09, kiedy o 6.10 wychodzę z domu.

I uwaga - nastał porządek :) A wszystko za sprawą filcu, styropianu, magika, kilku szpilek (i M., który przyniósł styropian).


Styropian docięłam do rozmiaru szkatułki, a filc do rozmiaru styropianu.



Podkleiłam magikiem, przede wszystkim ze względu na wygodę podczas wsuwania do szkatułki. Dodatkowo filc nie będzie wyłaził, kiedy będę wyciągała kolczyki.


Gotową podkładkę styropianową wsunęłam do szkatułki. Rogów nie obcinałam, nie kleiłam - ładnie się ułożyły na dnie.


Ostatnim, najprzyjemniejszym, choć najwolniejszym etapem było ułożenie biżuterii. Najpierw nakłuwałam odpowiednie miejsce szpilką, a następnie "wbijałam" kolczyki. Zawieszki znalazły swoje miejsce na wkłutych szpilkach krawieckich.





Pozdrawiam z upalnego Trójmiasta - lato nas w tym roku rozpieszcza! :)


Agafia

Copyright © 2016 Agafia J , Blogger